Szukaj:Słowo(a): 1898 w piłce nożnej
Kilka ciekawostek dotyczących XLIII Super Bowl:

- Arizona Cardinals są najstarszym działającym amerykańskim zespołem futbolowym. Drużyna powstała w Chicago w 1898 roku. Później zespół miał swoja siedzibę w St. Louis, a od 1988 roku występują w Phoenix.

-Steelers są obok San Francisco 49ers i Dallas Cowboys najbardziej utytułowanym zespołem w zwycięstwach Super Bowl. Jeżeli wygrają w niedzielę to zostaną samodzielnym liderem tej klasyfikacji.

-W 1944 roku z powodu wcielenia do wojska większości graczy Cardinals i Steelers wystąpiły w lidze pod wspólną nazwą Card-Pitt. Drużyna, która wówczas powstała przegrała wszystkie mecze w regular season.



fajnie by było w Polsce gdyby kluby np. piłki nożnej zmieniały miasta
Witam wszystkich typerów. Przejdźmy do rzeczy.
Dawać będe rzeważnie typy bez komentarzy. Głównie piłka nożna. Zaczynam z wkładem:
100 zł.

Bukmacher: STS
Mecze na jutro:

Zakład: Akumulowany Stawka: 20.00 Wygrana: 130.10

1906 - Virton - St. Truiden - 2 - 1.80
1968 - PSV - Nijmegen - 1 - 1.30
1987 - Aachen - Oberhausen - 1 - 1.50
1877 - Liverpool - Newcastle - 1 - 1.30
1898 - Tubize - Anderlecht - 2 - 1.20
1944 - Bordeaux - Sochaux - 1 - 1.32

Zakład: Akumulowany Stawka: 5.00 Wygrana: 25.30

1897 - Genk - Kortrijk - 1 - 1.40
1898 - Tubize - Anderlecht - 2 - 1.20
1903 - Oud Heverlee - Lierse - 2 - 2.20
2020 - Maritimo - FC Porto - 2 - 1.52

Zakład: Akumulowany Stawka: 5.00 Wygrana: 45.90

1922 - Brno - Slavia P. - 2 - 2.25
1972 - Vitesse - Heracles - 1 - 1.70
2058 - Besiktas - Fenerbahce - 1 - 1.80
2074 - Fiorentina - Torino - 1 - 1.4
Piłka nożna, Włochy Serie B
19:00 Ascoli Calcio 1898 - Rimini Calcio - X - 2.70 (B-a-h)
20 maja

* 1799 - Honoriusz Balzac (Honoré de Balzac), francuski powieściopisarz (zm. 1850)
* 1820 - Michał Bergson, polski kompozytor i pianista (zm. 1898)
* 1844 - Henri Rousseau, francuski malarz (zm. 1910)
* 1851 - Emil Berliner, amerykański elektrotechnik pochodzenia niemieckiego (zm. 1929)
* 1860 - Eduard Buchner, niemiecki chemik, laureat Nagrody Nobla (zm. 1917)
* 1875 - Stanisław Osiecki, polski polityk, minister (zm. 1967)
* 1881 - Władysław Sikorski, polski dowódca wojskowy i polityk (zm. 1943)
* 1882 - Sigrid Undset, norweska pisarka (zm. 1949)
* 1883 - Józef Maślanka, polski polityk, b. minister (zm. 1968)
* 1891 - Earl Browder, przywódca amerykańskiej partii komunistycznej (zm. 1973)
* 1899 - Ewa Bandrowska-Turska, polska śpiewaczka (zm. 1979)
* 1906 - Giuseppe Siri, włoski duchowny katolicki, kardynał (zm. 1989)
* 1907 - Wanda Broniszewska, polska zakonnica, stygmatyczka (zm. 2003)
* 1911 - Mieczysław Lesz, polski ekonomista i działacz polityczny (zm. 1998)
* 1919 - Gustaw Herling-Grudziński, polski pisarz (zm. 2000)
* 1921 - Wolfgang Borchert, niemiecki pisarz (zm. 1947)
* 1921 - Karl Dedecius, tłumacz i znawca polskiej literatury
* 1924 - Andrzej Siciński, polski socjolog, polityk, b. minister (zm. 2006)
* 1925 - Stefan Węgrzyn, polski fizyk, specjalista teorii regulacji i informatyki
* 1925 - Robert Nawrocki, polski żużlowiec, trener, sędzia (zm. 1999)
* 1927 - Franciszek Macharski, polski duchowny katolicki, arcybiskup krakowski, kardynał
* 1931 - Marian Jonkajtys, polski aktor, reżyser teatralny, pedagog, poeta (zm. 2004)
* 1932 - Andrzej Drawicz, eseista, krytyk literacki, tłumacz (zm. 1997)
* 1944 - Joe Cocker, angielski piosenkarz
* 1946 - Cher, amerykańska aktorka i piosenkarka
* 1953 - Aleksander Hall, historyk, polityk
* 1953 - Michał Listkiewicz, polski sędzia piłkarski, działacz sportowy, prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej
* 1955 - Zbigniew Preisner, polski kompozytor muzyki filmowej
* 1956 - Boris Akunin, rosyjski pisarz
* 1958 - Paweł Warchoł, polski grafik
* 1974 - Maria Cyranowicz, polska poetka, sygnatariuszka Manifestu Neolingwistycznego
* 1976 - Paweł Staszek, żużlowiec drużyny GTŻ Grudziądz
* 1979 - Jakub Kamieński, polski aktor
* 1980 - Cauã Reymond, brazylijski aktor i model
* 1981 - Iker Casillas, hiszpański bramkarz
* 1982 - Petr Cech, czeski bramkarz

takie sławy, a prawie nikogo nie kojarzę
Do rozpoczęcia Euro 2012 zostało tylko 1898 dni. Jeśli zgodnie z zapowiedzią szefem Komitetu Organizacyjnego piłkarskich mistrzostw zostanie premier, to według przepisów UEFA przez ten czas jego pracę może nadzorować... Michał Listkiewicz.

Jak to możliwe? Zgodnie z praktyką działania Europejskiej Unii Piłki Nożnej nadzorcą wszelkich działań komitetów przygotowujących mistrzostwa jest spółka utworzona przez UEFA. Ma ona pilnować, czy wszystkie zapisane w polsko-ukraińskiej ofercie propozycje są realizowane. Kontroluje też stopień wykonania 25 gwarancji rządowych.

Do takiej spółki wchodzą osoby desygnowane przez piłkarską federację. W Austrii i Szwajcarii, które są gospodarzami Euro 2008, w spółce zasiada dziewięć osób. Po dwóch działaczy reprezentuje kraje organizatorów, a pięciu centralę UEFA. Michał Listkiewicz nie ukrywa, że chce się pożegnać z PZPN. Spółka nadzorująca komitet byłaby dla niego idealnym miejscem. – Jestem znany w UEFA, mam doświadczenie przy organizacji największych imprez – mówi Listkiewicz.

To doświadczenie się przyda, bo organizacja piłkarskich mistrzostw jest wielkim wyzwaniem logistycznym. – Rozpoczął się wyścig z czasem. Dziś mamy wirtualne pieniądze i pomysły. Potrzebujemy konkretów, bo musimy zdążyć – mówi Mirosław Drzewiecki (PO), wiceszef komisji kultury fizycznej i sportu. Prof. Andrzej Rudnicki z Politechniki Krakowskiej uważa, że nie musimy i nie zdążymy wszystkiego przygotować. – Pięć lat to stanowczo za mało, a te ambitne wizje gigantycznych inwestycji są oszukiwaniem siebie – dodaje profesor.

Największym problemem może się okazać brak rąk do pracy. W 2012 roku odbędą się także letnie igrzyska w Londynie. Możliwe więc, że na angielskie budowy odpłynie kilkadziesiąt tysięcy pracowników.



http://www.pilkarze.net/index.php?a=9779

To się nazywa hierarchia!
Ciekawy jestem jak to wszystko będzie ze sobą współgrało...
Finały mistrzostw Europy w Polsce i na Ukrainie mogą być największe w historii. Według wstępnych prognoz mecze na żywo obejrzy aż półtora miliona widzów. Takiej publiki nie miały jeszcze żadne mistrzostwa.

"Zrobimy zatem wszystko, by przekonać UEFA do rozgrywania spotkań w Chorzowie i Krakowie, które na razie są miastami rezerwowymi" - przekonywał na czwartkowej konferencji prasowej w warszawskim Novotelu Adam Olkowicz, przewodniczący zespołu do spraw organizacji Euro 2012 przy PZPN.

"Nasza argumentacja jest prosta: skoro w małej Portugalii turniej toczył się na aż 10 obiektach, to kilka razy większe Polska i Ukraina powinny mieć łącznie dwanaście miejsc, w których będą odbywać się mecze. Na razie mamy po cztery, a to o wiele za mało" - dodał uśmiechnięty od ucha do ucha Olkowicz.
_________________________________

Listkiewicz będzie mógł nadzorować premiera

Do rozpoczęcia Euro 2012 zostało tylko 1898 dni. Jeśli zgodnie z zapowiedzią szefem Komitetu Organizacyjnego piłkarskich mistrzostw zostanie premier, to według przepisów UEFA przez ten czas jego pracę może nadzorować... Michał Listkiewicz .

Jak to możliwe? Zgodnie z praktyką działania Europejskiej Unii Piłki Nożnej nadzorcą wszelkich działań komitetów przygotowujących mistrzostwa jest spółka utworzona przez UEFA. Ma ona pilnować, czy wszystkie zapisane w polsko-ukraińskiej ofercie propozycje są realizowane. Kontroluje też stopień wykonania 25 gwarancji rządowych.

Do takiej spółki wchodzą osoby desygnowane przez piłkarską federację. W Austrii i Szwajcarii, które są gospodarzami Euro 2008, w spółce zasiada dziewięć osób. Po dwóch działaczy reprezentuje kraje organizatorów, a pięciu centralę UEFA. Michał Listkiewicz nie ukrywa, że chce się pożegnać z PZPN. Spółka nadzorująca komitet byłaby dla niego idealnym miejscem. "Jestem znany w UEFA, mam doświadczenie przy organizacji największych imprez" - mówi Listkiewicz.

To doświadczenie się przyda, bo organizacja piłkarskich mistrzostw jest wielkim wyzwaniem logistycznym. "Rozpoczął się wyścig z czasem. Dziś mamy wirtualne pieniądze i pomysły. Potrzebujemy konkretów, bo musimy zdążyć" – mówi Mirosław Drzewiecki (PO), wiceszef komisji kultury fizycznej i sportu. Prof. Andrzej Rudnicki z Politechniki Krakowskiej uważa, że nie musimy i nie zdążymy wszystkiego przygotować. "Pięć lat to stanowczo za mało, a te ambitne wizje gigantycznych inwestycji są oszukiwaniem siebie" – dodaje profesor.

Największym problemem może się okazać brak rąk do pracy. W 2012 roku odbędą się także letnie igrzyska w Londynie. Możliwe więc, że na angielskie budowy odpłynie kilkadziesiąt tysięcy pracowników.

Życie Warszawy
30 lipca

Urodzili się:
# 1549 - Ferdinando I de' Medici, wielki książę Toskanii
# 1818 - Emily Brontë, angielska powieściopisarka
# 1853 - Julian Fałat, polski malarz
# 1855 - Wilhelm von Siemens, niemiecki przemysłowiec
# 1857 - Thorstein Veblen, amerykański ekonomista i socjolog pochodzenia norweskiego
# 1858 - Alfred Weber, niemiecki socjolog i teoretyk kultury
# 1863 - Henry Ford, amerykański przemysłowiec
# 1871 - Maurycy Zamoyski, polski polityk i dyplomata
# 1873 - Stanisław Thugutt, polski polityk, działacz ruchu ludowego, publicysta
# 1889 - Frans Masereel, belgijski malarz i grafik
# 1891 - Stanisław Noyszewski-Piołun, polski powieściopisarz, nowelista, krytyk literacki i teatralny
# 1898 - Henry Moore, angielski rzeźbiarz
# 1909 - Cyril Northcote Parkinson, angielski pisarz, historyk, ekonomista, publicysta
# 1922 - Miron Białoszewski, polski poeta i pisarz
# 1922 - Eliasz Kuziemski, polski aktor
# 1928 - Wojciech Siemion, polski aktor
# 1929 - Werner Tübke, niemiecki malarz
# 1930 - Thomas Sowell, amerykański ekonomista
# 1932 - Anna Kędzierska, polski polityk, b. minister
# 1939 - Peter Bogdanovich, amerykański reżyser filmowy
# 1941 - Paul Anka, kanadyjski piosenkarz i kompozytor
# 1943 - Giovanni Goria, włoski polityk, premier
# 1947 - Arnold Schwarzenegger, amerykański aktor, gubernator Kalifornii
# 1948 - Jean Reno, francuski aktor
# 1949 - Jan Truszczyński, polski polityk, negocjator traktatu z UE
# 1955 - Jarosław Tioskow, polski gitarzysta, wokalista, harmonijkarz zespołu Kasa Chorych
# 1958 - Kate Bush, brytyjska piosenkarka
# 1958 - Daley Thompson, brytyjski lekkoatleta
# 1961 - Laurence Fishburne, amerykański aktor
# 1964 - Jürgen Klinsmann, niemiecki piłkarz
# 1968 - Anna Korcz, polska aktorka
# 1968 - Robert Korzeniowski, polski lekkoatleta - chodziarz, wielokrotny mistrz olimpijski i świata
# 1969 - Maciej Kowalewski, polski aktor, scenarzysta, dramatopisarz i reżyser
# 1969 - Simon Baker, australijski aktor
# 1974 - Hilary Swank, amerykańska aktorka
# 1974 - Jacek Dukaj, polski pisarz science fiction
# 1989 - Johannes Halbig, niemiecki wokalista zespołu Killerpilze

Najbardziej cieszę się z Korzeniowskiego

Wydarzenia:

* 1914 - W Rosji została ogłoszona powszechna mobilizacja.
* 1920 - Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski ogłosił Manifest do polskiego ludu roboczego miast i wsi, w którym zapowiedział utworzenie polskiej republiki radzieckiej.
* 1930 - W finale pierwszych Mistrzostw Świata w piłce nożnej Urugwaj pokonał Argentynę 4:2.
* 1941 - W Londynie został podpisany układ Sikorski-Majski.
* 1946 - W Moskwie został rozwiązany Związek Patriotów Polskich.
* 1656 - Zakończyła się bitwa warszawska. Oddziały polskie zostały pokonane przez Szwedów.
* 1963 - Podwójny agent Kim Philby uciekł do ZSRR.
* 1966 - W pierwszym transmitowanym przez telewizję finale piłkarskich Mistrzostw Świata Anglia wygrała z Niemcami 4:2.
* 1971 - Apollo 15 wylądował na Księżycu.
* 1980 - Powstało niepodległe państwo Vanuatu.
* 2005 - Ogłoszono odkrycie Eris, przez niektórych nazywaną dziesiątą planetą Układu Słonecznego.
- Nieoficjalne informacje na temat klubu pojawiły
się już w 1898 roku. Pierwszym trenerem był
Anglik Arthur Johnson, a zespół nazywał się
wówczas Madryt FC

- 29 czerwca 1920 roku klub otrzymał od króla
Alfonso XIII tytul "Królewskich" i od tej
pory nosi nazwe Real

- Na początku lat 30. XX wieku Real ustanowił
rekord transferowy. Za 2 tysiące funtów kupił
najlepszego wówczas bramkarza świata, Ricardo
Zamore. W ostatnich latach wydał ogromne sumy
na Luisa Figo, Zinedine'a Zidane, Ronaldo i Davida Beckhama.

- Podczas kadencji prezydenta Santiago Bernabeu
(1943-1978), którego imieniem obecnie nazywany
stadion Realu, klub zdobył najwięcej trofeów
w historii

- Najdłużej pracuj±cym trenerem był Miguel Munoz,
który w latach 1960-1974 świętował najwięcej sukcesów
w historii - zdobył dziewięc razy mistrzostwo
Hiszpanii, dwukrotnie wygrał Puchar Europy (1960,1966)
i raz Puchar Interkontynentalny

- Symbolem Realu jest Argentynczyk Alfredo di Stefano,
który otrzymał zaszczytne miano honorowego prezesa klubu.
Podczas kariery był nie tylko łowca goli (w 624 meczach
zdobyl 405 bramek), ale także reżyserem gry zespołu

- Wielka gwiazda obok Di Stefano był Wegier Ferenc Puskas.
Trafił on do Realu mając 31 lat i znacznie przyczynił się
do wielu sukcesów klubu w latach 50. i 60. ubiegłego stulecia

- Fani Realu w latach 80. oszaleli na punkcie Meksykanina
Hugo Sancheza. Nie dość, że przez siedem lat gry strzelił
162 gole i był cztery razy królem strzelców Primera Division,
to po każdej bramce prezentowal efektowne salta. Sanchez z
zawodu jest dentysta

- Real ma w swoim dorobku wszystko, co można osiągnać w
klubowej piłce nożnej! W 1999 roku Międzynarodowa Organizacja
Piłkarska (FIFA) uznała go za najlepszy klub w historii
tej dyscypliny

- Jeśli Real wygra tegoroczną Ligę Mistrzów, to obecny szkoleniowiec
Vincente del Bosque będzie pierwszym trenerem, który trzykrotnie
doprowadził klub do Pucharu Europy

- Najsłynniejsi piłkarze w historii Realu Madryt: Alfredo di
Stefano, Ferenc Puskas, Jose Martinez "Pirri", Amancio,
Gunter Netzer, Paul Breitner, Emilio Butragueno, Michel,
Hugo Sanchez, Davor Suker, Roberto Carlos, Raul, Luis Figo,
Zinedine Zidane, Ronaldo, David Beckham, Michale Owen
- Syn Raula otrzymał imię Jorge,na cześć Jorge Valdano, argentyńskiego piłkarza i trenera.

- Raul ma wideokolekcje meczów z udziałem Diego Maradony.

- Brat i ojciec Raula byli piłkarzmi Atletico Madryt.

Są wakacje wiesz gdzie piłkarze Realu będą je spędzać ?

- Roberto Carlos: Nie rostaje się z piłką nawet na urlopie, dlatego że spędza go zazwyczaj w rodzinej Brazyli. A tam kopie sie ją cały czas!

- David Beckham: Lubi dalekie podróże do Ameryki Południowej lub na Karaiby. Ma też nową posiadłość wakacyjną we Francji.

- Zinedine Zidan z całą rodziną odpoczywał m.im na Tahiti, ale najczęściej urlopuje w Europie, głównie w Marsylii, w domu rodziców.

- Luis Figo: Z rodzinką po Europie: Spokojne miejsca sprawiają mu najwięcej frajdy. Lubi spacerować z żoną Helen i zajmować się córką Danielą.

- Ronaldo: Jeśli wakacje z przyjaciółmi to jachtem po Morzu Śródziemnym, ale z rodziną zazwyczaj relaks w słonecznej Brazyli. Podobno jest zakochany w USA gdzie może bez żadnych przeszkód spacerować po ulicy, gdyż w USA mało kto go zna.

- 27 marca 1999 roku w meczu Hiszpania - Austria, podczas eliminacji do Euro 2000, Raul zdobywa 800 bramkę w historii hiszpańskiej federacji.

- Po każdym triumfie w Pucharze Mistrzów Raul naśladuje toreadora, wymachując flagą Hiszpanii.

A teraz z działu kulinaria. Czy wiesz jakie są ulubione potrawy piłkarzy królewskich?
Iker Cassilas: Frytki i Jajka
R.Carlos: Mięso,owoce morza
Luis Figo: Potrawy z drobiu
Solari: Potrawy smażone
Salgado: Ciastka
Morientes: Ciasta

Czy wiesz jakie mają hobby piłkarze Realu Madryt ? Nie wiesz !? W takim razie teraz się dowiesz.
Iker Casillas: Spotkania z przyjaciółmi
Michel Salgado: Gra w badmintona
Roberto Carlos: Siatkówka
Ivan Helguera: Gra w tenisa
Luis Figo: Plaża, spotkania z przyjaciółmi
Fernando Morientes: Spędzanie czasu z synem
Raul Gonzalez: Polowania

-Numer buta Figo to 42,5
-Raul Gonzalez strzelił 65 bramek w pierwszym sezonie gry w trampkarzach Atletico.
-Piłka po strzale Roberto Carlosa często osiąga prędkość 150 km/h !
Wędrówka po Szopienicach

Szopienice są dość rozległą terytorialnie dzielnicą, dlatego polecamy trzy trasy zwiedzania.
Pierwszą wędrówkę proponujemy zacząć od zwiedzenia VI Liceum Ogólnokształcącego im. Jana Długosza. Następnie idziemy wzdłuż ulicy bpa H. Bednorza, gdzie zobaczymy zabudowania starego browaru, "Starą Aptekę", kilka secesyjnych kamienic. Ulicą Melchiora Wańkowicza docieramy do poczty (można przy okazji wysłać pocztówkę!) i parku. Po krótkim odpoczynku udajemy się na ulicę Morawy, skąd już tylko parę kroków do wspaniałego klasztoru sióstr boromeuszek na ulicy Brynicy, a także cmentarza z mogiłą powstańców. Ulicą Brynicy wracamy do rynku, po drodze można zaglądnąć do sklepów, a w końcu w restauracji Marta posilić się i odsapnąć przed następnym spacerem.
Druga trasa prowadzi z rynku przez niewielki park i ulicę Kantorówny do ul. Morawy ze starymi domkami hutniczymi. Przechodzimy nad stawem Morawa i kierujemy się w stronę tzw. "drugich Szopienic", do ulic Szabelnianej i Wytapiaczy, skąd można zobaczyć charakterystyczny pejzaż huty "Szopienice". Pieszo lub tramwajem nr 14 docieramy do osiedla Dwór i Ratusza. Rarytasem na ulicy Wiosny Ludów jest pokaźnych rozmiarów płaskorzeźba na budynku tuż przy kościele św. Jadwigi. Jesteśmy znów w punkcie wyjścia, skąd wyruszamy w ostatnią podróż w kierunku Huty Szopienice.
Najpierw zwiedzamy kościół św. Jadwigi, później Ogród Dworcowy i Park Olimpijczyków. Na ulicy 11 Listopada możemy zobaczyć boisko, na którym w przeszłości ćwiczyli swą tężyznę fizyczną członkowie gniazda Sokoła.
Idziemy dalej ulicą Lwowską i po obu jej stronach widzimy stare familoki - domy wybudowane dla rodzin hutniczych. Obok położonego za familokami biurowca huty "Szopienice" można zobaczyć obelisk upamiętniający powstanie pierwszej huty cynku "Wilhelmina" w 1834 r. Po drugiej stronie ulicy widzimy duży magazyn handlowy "Selgros", miejsce zaopatrzenia właścicieli sklepów. Ulicą Krakowską możemy wybrać się jeszcze do zamku w przysiółku Pritwitz, należącego niegdyś do dyrektora spółki "Spadkobiercy Gieschego". Z jednego z przystanków autobusowych na skrzyżowaniu przy Selgrosie odjeżdżamy z powrotem do Szopienic, bądź też do Katowic lub Nikiszowca i Giszowca.

TRASA 1: Wokół centrum
VI Liceum Ogólnokształcące



Gmach VI Liceum Ogólnokształcącego wybudowano w 1904 roku, a rok później otwarto tu szkołę żeńską. Płaskorzeźba nad wejściem do budynku informuje nas, czego uczyły się tu prababcie współczesnych Szopieniczan. Otóż zgodnie z tradycją szkół na Śląsku głównym elementem wykształcenia dziewcząt była sztuka prowadzenia domu!
Podczas III powstania śląskiego budynek był siedzibą sztabu powstańczego z dowódcą Wojciechem Korfantym na czele. Fakt ten upamiętnia tablica przy wejściu oraz obelisk wzniesiony w roku 1992 na miejscu dawnego pomnika Powstańca Śląskiego, zburzonego w 1939 r. Po II wojnie światowej z inicjatywy dyrektora Mariana Mieleckiego w roku 1947 powstało tu liceum ogólnokształcące. Jak uczniowie bardzo są przywiązani do tej kameralnej, przyjaznej dla młodzieży szkoły, niech świadczy spotkanie w maju 2001 r., jakie zorganizowali po pół wieku od zdania egzaminu dojrzałości pierwsi maturzyści VI LO!
Warto zobaczyć izbę regionalną, czyli szkolne mini-muzeum, wpisane do rejestru małych muzeów w Strasburgu. W izbie znajdują się tradycyjne stroje śląskie oraz dziś sprawiające wrażenie nieco egzotycznych przedmioty codziennego użytku. Wszystkie eksponaty są darem mieszkańców Szopienic oraz rodzin uczniów szkoły.
W roku 2001 za liceum wybudowano nowoczesną salę gimnastyczną, pięknie harmonizującą z zabytkową budowlą szkoły. Teraz młodzież ma warunki kontynuowania tradycji wielkich sportowców wywodzących się z VI Liceum: Janusza Sidły, Jana Olesińskiego i Mirelli Gawłowskiej.

Stary browar


Browar braci Mokrskich w 1911 r.

Największą atrakcją ulicy bpa H. Bednorza są zabudowania starego szopienickiego browaru. Zespół stanowi jeden z najlepiej zachowanych zakładów przemysłu spożywczego na Górnym Śląsku. Obecnie gospodarzem obiektu jest firma Bros-Markt.
Browar braci Mokrskich w 1911 r. - widok od ul.Obrońców Westerplatte
Browar został założony w roku 1880 przez Petera Mokrskiego.
W zakładzie produkowano piwo, słód oraz w firmowej kantynie prowadzono sprzedaż piwa. Po I wojnie światowej zakład wykupiły konkurencyjne browary w Zabrzu i Tychach. Nowi właściciele zrezygnowali z produkcji piwa, lecz w dalszym ciągu w zakładzie wytwarzano słód oraz znajdowała się tu rozlewnia wina i spirytusu. W 1937 r. wskutek zadłużenia firmę postawiono w stan upadłości, który trwał do roku 1947, kiedy to przedwojenni właściciele, bracia Porębscy, odzyskali zakład. Do 1989 r. zabudowania służyły jako magazyny, a w roku 1991 zakupił je Johannes Bros. Nowy właściciel z wielką starannością prowadził prace remontowe, dbając o zachowanie szczegółów architektonicznych z przeszłości. Od roku 1992 zabytek znajduje się pod ochroną konserwatora. Obecnie pomieszczenia wynajmują hurtownie.
Kamienice przy ulicy Bednorza
Ulica bpa Herberta Bednorza to wizytówka Szopienic - zielona, szeroka, z wieloma pięknymi, secesyjnymi kamienicami.
Naprzeciw browaru znajduje się budynek najstarszej szopienickiej szkoły podstawowej, liczący sobie 120 lat. Dziś już niewielu mieszkańców kojarzy sobie ten obiekt ze szkołą. Teraz znajduje się tu bank, solarium, bar, PZU, sklepy, przychodnia stomatologiczna, punkt fotograficzny.

Stara apteka



Nieco dalej, po tej samej stronie ulicy znajduje się ładna willa, mieszcząca na parterze wydawnictwo i hurtownię katolicką "Emmanuel". Naprzeciw widzimy "Starą Aptekę", znajdującą się w pięknie odrestaurowanej kamienicy. Za kościołem ewangelickim zobaczymy efektownie prezentujący się budynek pod numerem 22. Przy odrobinie szczęścia być może uda się nam wejść do korytarza klatki schodowej, gdzie znajdują się secesyjne malowidła ścienne o idyllicznym charakterze: rodzajowe scenki pełne amorków, ptaszków, kwiatów - tak oto nasi przodkowie upiększali swe domy, by móc w nich nie tylko mieszkać, lecz żyć pełnią życia! Te stare domy pokazują współczesnym mieszkańcom bezimiennych blokowisk, jak dawniej dbano o estetykę otoczenia, podwórka, jak bielono piwnice, troszczono się o ład i porządek.
Po drugiej stronie ulicy widzimy budynek Technikum Przemysłu Spożywczego im. Józefa Rymera, pierwszego wojewody śląskiego. Szkoła niedawno obchodziła półwiecze swego istnienia. Młodzież szkoli się tu do zawodów piekarza, cukiernika, masarza, technologa żywienia.

Kościół ewangelicki



Kościół ewangelicki zbudowano w roku 1901 w stylu neogotyckim. Przed II wojną światową ewangelicy stanowili liczną część mieszkańców. Nabożeństwa w świątyni odbywają się w każdą niedzielę. Obok znajduje się budynek plebanii. Po drugiej stronie ulicy widzimy szkołę, która również należała do parafii ewangelickiej. Od roku 1945 ta szkoła podstawowa i gimnazjum służy dzieciom upośledzonym.

Poczta, park i willa Jacobsena

Schodzimy teraz w dół ulicą Wańkowicza, na końcu której zobaczymy budynek poczty, wybudowany w roku 1930. Warto zwrócić uwagę na budynek hali sportowej Hutniczego Klubu Sportowego, która na początku XX w. należała do pana Froinda, Żyda, wynajmującego ją szopienickim sportowcom. Godny uwagi jest sklep mięsny z ciekawymi kafelkami przy ulicy Westerplatte ??. Dalej idziemy do starannie odnowionego po zniszczeniach spowodowanych burzą w 2001 roku parku, gdzie możemy chwilkę odpocząć. Następnie przechodzimy przez bramę w murze, by zobaczyć ciekawą willę Jacobsena, gdzie gościł sam Wojciech Korfanty podczas III powstania śląskiego.

- Gdzie idziesz? - Na Morawę



Schodzimy w dół ulicą bpa Bednorza, by za rzeką Rawą skręcić w ulicę Morawy. Ta najdłuższa szopienicka ulica prowadzi aż do Sosnowca. Często zmieniano jej nazwę - Rejtana, Warszawska, Rybki, lecz w końcu powrócono do tradycyjnej nazwy tej części Szopienic. Tu się zawsze mówiło: "Gdzie mieszkasz?" - "Na Morawie", "Gdzie idziesz?" - "Na Morawę". A dlaczego? Otóż w roku 1832 ludność tej części Szopienic dotknęła zaraza. Choroby, które dziesiątkowały mieszkańców miast, nazywano wówczas "morowym powietrzem". Nieco dalej na ulicy Morawy (trasa nr 2), obok Szkoły Podstawowej nr 44 znajduje się stary krzyż w miejscu zbiorowej mogiły ofiar tegoż moru.
Dzisiejszy wygląd ulicy Morawy odbiega od tego sprzed kilkudziesięciu lat. Zobaczymy tu domy i domki niepodobne do siebie, upiększone przez właścicieli, zadbane i schludne, małe rodzinne sklepiki, gospodarskie obejścia, Szpital Geriatryczny (pomimo wysokiego skażenia terenu, zanieczyszczeń, zadymienia, długość życia mieszkańców Szopienic stanowiła fenomen zadziwiający lekarzy!). Dochodzimy do ulicy Brynicy i skręcamy w lewo, by zobaczyć mogiłę powstańczą na cmentarzu oraz wspaniały - nie tylko ze względu na architekturę, lecz także prowadzoną tu działalność - klasztor sióstr boromeuszek.

Klasztor sióstr boromeuszek



Klasztor Sióstr Miłosierdzia pw. Św. Karola Boromeusza został zbudowany w roku 1898. Od 1925 roku siostry boromeuszki prowadzą tu ośrodek opiekuńczo-wychowawczy dla dzieci. Dzieci mają tu zapewnioną nie tylko opiekę, lecz także ciepło i serdeczność sióstr oraz radość dzieciństwa, a więc tego, czego nie dał im dom rodzinny. Ostatnio wśród podopiecznych znaleźli się mali przybysze z innych krajów, m.in. Bułgarii i Rumunii. Dzieci pozostawione na ulicy tutaj znajdą swój własny dom. Dom funkcjonuje dzięki "dobrym ludziom", jak mówią siostry - ludziom, którzy wspierają finansowo działalność ośrodka.
Za klasztorem znajduje się ogród, można zajść również od tyłu, żeby spojrzeć stąd na okazałą budowlę. Klasztor znajduje się pod opieką konserwatora zabytków. Warto tu przyjść w niedzielę o godz. 900 do kaplicy na mszę, by zobaczyć wnętrze klasztoru.
Klasztor nazywany jest przez zamieszkujące tu dzieci po prostu "domem" .
Jeszcze parę kroków w górę ulicy Brynicy i znajdziemy się na cmentarzu katolickim, zwanym popularnie "na górce". Spoczywają tutaj całe pokolenia szopienickich rodzin. Znajdziemy stare nagrobki z końca XIX i początku XX wieku, napisy po polsku i niemiecku, wreszcie skromną mogiłę powstańczą, gdzie zawsze są kwiaty i płoną znicze. Tu pamięta się o ludziach, którzy kochali tę ziemię i na zawsze pozostali jej wierni.

Fundacja PRO-EKO

Schodzimy w dół aż do ulicy Obrońców Westerplatte, gdzie warto skręcić w prawo, by odwiedzić Fundację Pro-Eko, mieszczącą się pod numerem 30. Przed II wojną światową była tu siedziba samodzielnej wówczas gminy Roździeń. Miała ona charakter rolniczy, o czym świadczy ul w herbie, podczas gdy położone obok Szopienice były osadą przemysłową.
Po II wojnie w budynku miała swą siedzibę Liga Ochrony Przyrody, a w 2001r. wprowadziła się tu Fundacja "PRO-EKO Szopienice", założona w roku 1994. Prowadzi ona edukację ekologiczną, wspiera akcje nasadzeń drzew i krzewów, a wiosną 2002 r. podjęła próbę utworzenia eksperymentalnej plantacji wierzby ekologicznej, zlokalizowanej na terenie składowiska odpadów pocynkowych Huty Metali Nieżelaznych "Szopienice". W ten sposób Fundacja próbuje rewitalizować składowisko, będące "bombą ekologiczną" z opóźnionym zapłonem! Dzięki staraniom Fundacji władze miejskie Katowic uznały tereny wokół zbiorników wodnych Morawa i Hubertus za Zespół Parkowo - Krajobrazowy.
Więcej o działaniach Fundacji można dowiedzieć się z wydawanego przez nią od roku 1995 miesięcznika "Roździeń" lub jej strony internetowej http://www.szopienice.pl.

Sklepy na Obrońców Westerplatte

Po wizycie w Fundacji wracamy teraz ulicą Obrońców Westerplatte do Placu Powstańców. Po drodze możemy tu zrobić zakupy w różnorodnych sklepach: odzieżowym, spożywczym, chemicznym, mięsnym, zoologicznym, cukierni, kwiaciarni, perfumerii, księgarni, jubilerze... To bardzo kolorowa ulica, choć esteta mógłby zarzucić jej wystrojowi kiczowatość. Uszanujmy jednak upodobania właścicieli i mieszkańców.
Wstąpmy do kilku sklepów, aby obejrzeć ich barwny, kafelkowy wystrój. Warto wejść choćby do cukierni pana Szachty (dawniej Chęcińscy) i obok do sklepu z zabawkami (wcześniej był tu bar mleczny). To trzeba koniecznie zobaczyć!



Być może natrafisz na ciekawą wystawę lub imprezę w filii prężnie działającego w środowisku Szopienic Miejskiego Domu Kultury. Dom należał przed II wojną światową do rodziny Koźlików i było tutaj kino "Coloseum" oraz restauracja. Dziś mamy tu bibliotekę z bogatym księgozbiorem oraz pracownie zainteresowań dla dzieci i młodzieży.
Można powiedzieć, że na tym niewielkim odcinku ulicy Obrońców Westerplatte skupia się życie towarzyskie wielu mieszkańców Szopienic. Do tego miejsca przychodzą codziennie ludzie, żeby spotkać znajomych, wymienić się plotkami, a przy okazji zakupić niezbędne artykuły. To nie bezosobowy, bezduszny, ogromny hipermarket, lecz pełne życia małe sklepiki, które niestety przeżywają ciężkie chwile, aby przetrwać.

TRASA 2: Przez Morawę, Szabelnię i Dwór

Park, targ i ulica Kantorówny


Willa z "dachem polskim"

Drugi, najdłuższy spacer rozpoczynamy od przystanku tramwajowego w kierunku Katowic. Mijamy opustoszały, zniszczony budynek, w którym dawniej znajdowało się kino Blask, i wchodzimy do niewielkiego parku z placem zabaw dla dzieci - to takie "Forum Szopieniczanum", częste miejsce odwiedzin mieszkańców dzielnicy! Po lewej stronie znajduje się targowisko, które powstało w roku 1991. Targiem opiekuje się Fundacja Pro-Eko.
Dochodząc do ulicy Kantorówny, zwróćmy uwagę na willę z tzw. dachem polskim podwójnie łamanym oraz położony za nim, przy ulicy Zamenhofa, dom, który zyskał sobie przydomek "amerykański" - dziś ma tu siedzibę m.in. posterunek policji.

Przez park przyszłości

Z ulicy Kantorówny skręcamy w prawo w ulicę Morawy. Po obu stronach ulicy mijamy żółte domki zbudowane dla rodzin hutniczych na przełomie XIX i XX wieku. Nieco dalej, po lewej stronie widzimy szopienicki "Manhattan", czyli osiedle wieżowców, położonych nad stawem Morawa (zwanym potocznie "Balatonem").



Przed dojściem do niewielkiej plaży zobaczymy jeszcze krzyż przydrożny z roku 1832, postawiony tutaj dla upamiętnienia ofiar zarazy. Za krzyżem znajduje się zabytkowa Szkoła Podstawowa nr 44, w której w czasie III powstania śląskiego znajdował się rząd cywilny z Wojciechem Korfantym na czele.
Po krótkim odpoczynku nad stawem Morawa lub w kawiarence "Pod łabędziem" wychodzimy schodami na ulicę Sosnowiecką, gdzie idziemy na prawo, następnie w lewo pod mostem, a tuż za nim - w prawo po nieutwardzonej drodze, którą spacerujemy wśród terenów, planowanych na park rekreacyjny, aż do ulicy Wiosny Ludów, gdzie kierujemy się w lewo do krzyża przydrożnego.

Szabelnia

Przy krzyżu wchodzimy w ulicę Szabelnianą, gdzie wykuwano ponoć broń dla kościuszkowskich kosynierów. Bardziej wytrwali mogą tą ulicą pójść dalej aż do stawów Hubertus i Ewald na granicy z Mysłowicami, my jednak proponujemy skręcić w ulicę Chemiczną, gdzie na uwagę zasługuje bardzo długi dom, przeznaczony w okresie międzywojennym dla bezrobotnych, noszący przydomek "elwerhaus".
Ulicą Chemiczną dochodzimy do Wiosny Ludów, a dalej kierujemy się do ul. Wytapiaczy, przy której zobaczymy ciekawy dom o półkolistym kształcie. Za domem widoczne są charakterystyczne komórki, przeznaczone dawniej dla zwierząt, teraz do przechowywania narzędzi.


Komórki przy domach na ul. Wytapiaczy

Warto pójść nieco dalej w kierunku torów kolejowych, by zobaczyć charakterystyczny widok wieży wodnej oraz zabudowań dawnej huty "Uthemann", dzisiaj "Szopienice".

Dwór

W końcu podejdziemy na przystanek w okolicy krzyża przydrożnego z roku 1863, by podjechać jedną stację tramwajem nr 14 lub 23 do przystanku Dwór w Szopienicach. W tym miejscu w przeszłości był dwór odgrodzony od pozostałej części wsi niewysokim murem. Według legendy panienki latem jeździły tu sankami po alejkach wysypanych cukrem! Dziś w miejsce dworu wyrosło ładne osiedle mieszkaniowe o niewysokiej zabudowie, pełne zieleni, z placem zabaw dla dzieci.

Ratusz


Ratusz w roku otwarcia 1928

Nieco dalej po drugiej stronie ulicy Wiosny Ludów znajduje się Ratusz, wybudowany w latach 1926-28. Budowniczym Ratusza, a zarazem pierwszym naczelnikiem Szopienic był Franciszek Bieniosek. Dzięki jego inicjatywie przybył tu Ludwik Zamenhof, który przez kilka miesięcy nauczał Szopieniczan języka esperanto. Jedną z pobliskich ulic nazwano imieniem Zamenhofa, twórcy wspaniałej idei uniwersalnego języka, którym mogliby porozumiewać się wszyscy ludzie na świecie.
Ratusz był siedzibą gminy Szopienice w latach 1951-1960. Później został on przekształcony w ośrodek zdrowia, mieści się tu także biuro meldunkowe oraz szopienicki związek kombatantów. Tuż za Ratuszem znajduje się Szkoła Podstawowa nr 42.

Dom państwa Kalinowskich


Płaskorzeźba zdobiąca dawny zakład mleczarski

Na szczególną uwagę zasługuje ostatnia kamienica po lewej stronie ulicy, tuż przed kościołem Św. Jadwigi, gdzie zobaczymy piękną płaskorzeźbą. W domu tym, należącym do państwa Kalinowskich, była słynna szopienicka wytwórnia serów. Najstarsi Szopieniczanie pamiętają jeszcze seniora rodu, który codziennie rano rozwożąc mleko, śpiewał piosenkę "O gwiazdeczko, coś błyszczała, gdym ja ujrzał świat". Dziś nie ma już mleczarni, lecz potomkowie rodu są właścicielami piekarni serwującej świeże pieczywo.

TRASA 3: Do huty Szopienice

[/b]

Kościół Św. Jadwigi


Boczna brama wejściowa do kościoła Św. Jadwigii

Trzecią wędrówkę rozpocznijmy od kościoła św. Jadwigi, znajdującego się w rynku, naprzeciw VI Liceum. Kościół wybudowano w latach 1885-87. Zastąpił on poprzednią, drewnianą budowlę z 1868 r., będącą siedzibą parafii roździeńskiej od 1871 r. Neogotycka trójnawowa świątynia posiada odrestaurowane prezbiterium z ołtarzem głównym, poświęconym patronce Jadwidze Śląskiej. W ołtarzu widzimy zabytkowe figury świętych doktorów kościoła. Ozdobą kościoła są mozaiki 12 apostołów w nawach bocznych oraz piękne witraże z roku 1903, których fundatorami byli Agnieszka i Jan Rygułowie. Na uwagę zasługuje również belka tęczowa ze sceną Ukrzyżowania Chrystusa i figurami Matki Bożej i Św. Jana. Po lewej stronie na filarze znajduje się płaskorzeźba św. Floriana, patrona hutników i strażaków, którą wmurowano w roku 1995, w 15 rocznicę Sierpnia 80. Tradycyjnie 4 maja odprawiana jest msza św. w intencji hutników obchodzących swe patronackie święto.
Na placu kościelnym zobaczyć możemy zabytkową 100-letnią kapliczkę Ogrójca i równie starą rzeźbę Piety.


Figura Piety

Idąc dalej ulicą Lwowską mijamy plebanię oraz dom katechetyczny, wybudowany dzięki ofiarności parafian, a przekazany MOPS-owi (Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej) dla dzieci z najuboższych rodzin. Plebania posiada "laubę" (werandę przy wejściu), będącą dziś architektonicznym rarytasem.

Ulica Lwowska

Zmiana nazwy ulicy z "Obrońców Pokoju" na "Lwowską" wywołała w roku 1992 wiele kontrowersji. Otóż uczestnicy powstań śląskich przybywali także z kresów wschodnich, Lwowa i okolic - wielu z nich oddało swe życie za wolność śląskiej ziemi. Z kolei po II wojnie światowej w Szopienicach osiedlili się wypędzeni z ojczystych stron Polacy. Jedną z nich była nauczycielka historii w "Długoszu" Alojza Kostusiowa, która przez wiele lat miała odwagę cywilną przekazywania w tych trudnych czasach młodzieży prawdy historycznej. Znalazła ona w Szopienicach swoją drugą "małą ojczyznę".
Tuż za mostem skręcamy w prawo, by zobaczyć zespół budynków zwanych Ogródem Dworcowym, skąd wyszli w świat m.in. reżyser filmowy Kazimierz Kutz i senator prof. Dorota Simonides. Oprócz domów, gdzie mieszkały nie tylko rodziny kolejarskie, była tu także restauracja dla podróżnych.

Park Olimpijczyków

Z niewielkiego skwerka przechodzimy do Parku Olimpijczyków przy obecnym dworcu PKP. Zachował się tu teren dawnego boiska KS Roździeń, niegdyś ligowej drużyny piłkarskiej. Wśród kibiców pierwsze skrzypce grała matka aż połowy drużyny piłkarskiej, pani Dreinert, która na mecze przychodziła z "ryczką" (taboretem), siadała obok bramki i ...ostro zagrzewała do boju swoich synów! Zimą można było skorzystać z lodowiska, przypinając do butów metalowe "szlyndzuchy" (łyżwy).
Sport odgrywał w życiu Szopienic ogromną rolę. W roku 1910 powstało tutaj gniazdo Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół", działające prężnie aż do roku 1939. Hasło "Sokoła" brzmiało: "w zdrowym ciele - zdrowy duch". Druhny i druhowie uprawiali gimnastykę na wolnym powietrzu i w wynajmowanych salach, m.in. w domu pana Froinda, Żyda, właściciela budynku przy ulicy Obrońców Westerplatte, przejętego po II wojnie światowej przez Hutniczy Klub Sportowy.


Żeńska drużyna Sokoła w akcji

Dziś boisko sportowe to jedynie nikłe wspomnienie po dawnych czasach świetności. Obecnie co roku jesienią odbywają się tu imprezy z okazji Dni Szopienic, m.in. mecze piłki noznej Księża - Rzemieślnicy. Stary park tętni wówczas życiem i rozbrzmiewa muzyką, goszcząc Szopieniczan stęsknionych dobrej zabawy i rozrywki. Szkoda, że tylko raz w roku...

Izba Tradycji

Jeśli jest jeszcze przed południem, to warto przejść dalej ulicą 11 Listopada aż na teren huty, gdzie znajduje się Izba Tradycji czynna w dni powszednie od godz. 8.00 do 12.00. Można ją zwiedzić po uprzednim zgłoszeniu wizyty w dyrekcji huty Szopienice, chociaż przy odrobinie szczęścia bez tego być może także uda się zobaczyć ciekawe zbiory. Kustosz Izby z chęcią opowie o hucie, jej historii i stanie obecnym. Dzisiaj "huta" stanowi spółkę wielu firm i właściwie nie jest już hutą, a zakładem przetwórstwa miedzi. Zmiany w produkcji spowodowały zwolnienia wielu pracowników huty, co powiększyło grono bezrobotnych Szopieniczan.
Po obejrzeniu Izby Tradycji wróćmy na ulicę Lwowską. Tuż przed drugim mostem kolejowym, po lewej stronie znajduje się obecnie niszczejąca kamienica, w której w latach międzywojennych mieścił się hotel, restauracja, sala posiedzeń. Po II wojnie pomieszczenia zaadoptowano na ośrodek zdrowia, który później przeniesiono do ratusza. Dziś kamienica niestety popada w ruinę...

Familoki



Przechodząc za drugi most zobaczymy po obu stronach ulicy słynne szopienickie familoki, utrwalone w kadrze śląskiej trylogii filmowej Kazimierza Kutza. Kiedyś za tymi domami były komórki, gdzie mieszkańcy hodowali kozy, króliki, drób, a nawet świnie. Po podwórku wraz z dziećmi biegały kokoty i kurki. Ta przydomowa hodowla zapewniała pożywienie dla całej rodziny. W latach 1960-tych na polecenie władz miasta komórki usunięto. Szkoda, zrobiło się smutno... Starsi mieszkańcy jeszcze pamiętają, jaką ucztą w całej rodzinie było świniobicie! Część wyrobów i mięso sprzedawano, a część wędrowała do własnej spiżarni. Krupnioki, żymloki, "wusztzupa" - ten zapach przyciągał! Klimat tamtych czasów zachował się na obrazach Pawła Wróbla, malarza prymitywisty, genialnego samouka. Można je zobaczyć w galerii "Magiel" w Nikiszowcu i Izbie Śląskiej w Giszowcu. Budynki bliżej torów kolejowych nazywano Helgolandem - to stąd właśnie pochodzi Henryk Bereska, poeta i tłumacz literatury mieszkający obecnie w Berlinie.
Z familokami kontrastuje biurowiec huty Szopienice (po lewej stronie ulicy) oraz wybudowany w roku 1997 hipermarket Selgros. Widać tu wyraźnie styk przeszłości z nowoczesnością.

Huta Szopienice

Na rozległym obszarze za biurowcem dyrekcji rozciąga się Huta Metali Nieżelaznych "Szopienice". W 1834 r. spółka niemiecka "Spadokbiercy Gieschego" uruchomiła hutę cynku "Wilhelmina". W 1906 r. architekci Jerzy i Edward Zillmanowie z Charlottenburga zaprojektowali nowoczesną (na tamte czasy) hutę cynku "Uthemann", którą oddano do użytku w 1912 roku. W 1926 r. huty przejął koncern amerykański Harrimana, przy czym "Wilhelminę" zaczęto likwidować, a hutę "Uthemann" rozbudowywać. Po II wojnie światowej majątek huty upaństwowiono i nadano jej nazwę Huty Metali Nieżelaznych "Szopienice". Szkoda, że nie można zwiedzić historycznych już dziś terenów huty, na których niszczeją "chronione" zabytki architektury: wieża wodna z 1913 r., modernistyczny budynek administracyjny z wieżyczką z zegarem oraz wysoki komin cynkowni.

Do przysiółka Prittwitz


Zameczek Prittwitz

Przechodzimy na drugą stronę ulicy, mijamy kompleks handlowy "Selgros" i jeśli sił starczy, do zamku "Prittwitz" ulicą Krakowską czeka nas jeszcze około 5 minut marszu.
Zamek jest ostatnią budowlą po prawej stronie przed torami kolejowymi. W przeszłości budynek ten należał do dyrektora spółki "Spadkobiercy Gieschego", odbywały się tu spotkania towarzyskie ówczesnych wyższych sfer przemysłowych. Dzisiaj zamek, będący własnością komunalną, jest mocno zaniedbany, jednak można w nim dostrzec elementy dawnej świetności i elegancji.
W zameczku Pritwitz mieszkają dziś rodziny robotnicze
Tą samą drogą wracamy do skrzyżowania przy "Selgrosie", skąd autobusem możemy dojechać z powrotem do Szopienic, do Katowic lub do Giszowca czy Nikiszowca.

* opracowano na podstawie publikacji "Giszowiec Nikiszowiec Szopienice, Przewodnik po dzielnicach Katowic"
NBA
No to załóżmy temat o najlepszej lidze świata-NBA.Jak myślicie kto przejdzie do fazy play-of a kto dostanie MVP

Historia NBA:
Na pomysł stworzenia nowego rodzaju rozrywki wpadł w 1891 roku przyszły duchowny prezbiteriański - dr. James Neismith. W ten sposób chciał stworzyć sport w którym prym wiodłyby: zwinność i gra zespołowa, a nie brutalna siła. Wkroczył więc do szkoły Męskiej Młodzieży Chrześcijańskiej (YMCA) w Springfield w stanie Massachusetts, rozwiesił na przeciwległych ścianach dwa kosze po brzoskwiniach na wysokości 3m, podzielił klasę na dwie dziewięcioosobowe drużyny i kazał im rzucać piłką nożną. Zabawa ta wywołała wielkie zainteresowanie i wkrótce, reguły gry dr. Naismitha zostały wydrukowane w szkolnej gazetce. 12 lutego 1892 roku dwa oddziały YMCA rozegrały pierwszy oficjalny mecz, zakończony remisem 2-2J . Zainteresowanie nową grą, zwaną piłką koszową stale wzrastało. Zaczęto organizować gry pokazowe a ilość kibiców powiększała się z każdym meczem. Rok później nastąpiła pierwsza modyfikacja zasad: wprowadzono tablice zabezpieczające piłkę przed kibicami, którzy gotowi byli zrobić wszystko by ich drużyna wygrała (jak np.: zasłaniali kosz rękoma by piłka nie wpadłaJ). W 1983 roku YMCA zorganizowała w Hartford ligę pięciu drużyn. Gra wdarła się do wszystkich szkół robiąc furorę i przyćmiewając inne sporty.

Z początku mecze były rozgrywane w brutalny sposób. Doprowadziło to do wprowadzenia w 1894 roku tzw. rzutów osobistych, których linię zaznaczono na 6,1m. W następnych latach zmieniono wartości punktów z 3 na 2 a osobistych z 2 na 1. Zredukowano również liczbę graczy do pięciu.

Pierwsze mecze odbywały się na strzelnicach, w aulach i innych odpowiednio wielkich obiektach. Poszerzające się grono widzów doprowadziło do utworzenia w 1898 roku w Filadelfii pierwszej Narodowej Ligi Koszykówki (NBL). Drużyny (było ich 6) wynajmowały graczy z meczu na mecz a zawodnik mógł grać w jednej lub więcej drużynie biorąc pod uwagę własne zarobki. Składy drużyn były przez to niestałe co wywoływało zamieszanie wśród kibiców.

Mecze rozgrywały się w klatkach odgradzających zawodników od kibiców (którzy często kłuli lub szturchali zawodników drużyny przeciwnejJ). Klatka okazała się świetnym pomysłem na przyspieszenie gry ale równie dobrym na kaleczenie graczyJ. Na szczęście zrezygnowano z niej w 1929 roku.

W 1915 roku pozbyto się piłek nożnych i stworzono specjalnie przygotowane i szyte piłki. Tablice stały się obowiązkowe, zaczęto używać koszy z otwartym dnem i metalową obręczą. Osobiste zostały przesunięte bliżej tablicy, na odległość 4,5m a zawodnicy byli wykluczani z gry za 4-5 fauli. Ciągle toczono dyskusje na temat kozłowania (czy można dwoma rękoma i czy w ogóle możnaJ).

W 1918 roku Jim Furey założył drużynę o nazwie Original Celtics która stała się dominującą drużyną na wschodzie (mieli wysokich zawodników a przepis o rzucie sędziowskim po każdym zdobytym punkcie pomagał im wygrywać).

Gdy w 1925 roku powstała Amerykańska Liga Koszykówki (ABL) postanowiono nie przyłączać Celtów gdyż obawiano się ich dominacji. Jednak mniejsze powodzenie ABL zdecydowało, że w 1927 roku Celtowie dołączyli do ligi. Zaczęto wymagać kontraktów "na wyłączność" z zawodnikami, tablice musiały mieć określone wymiary a piłkę zabroniono kozłować dwoma rękoma.

7 stycznia 1927 roku Abe Saperstein założył drużynę objazdową, której popisy i zagrywki z czasem obiegły świat - narodzili się Harlem Globetrotters.

W sześć lat od powstania, liga ABL została rozwiązana gdy kraj znalazł się w kryzysie. Rozgrywki przeniosły się teraz do ligii akademickiej. Ned Irish zorganizował dwa mecze
George Mikan
pod rząd w Madison Square Garden co spopularyzowało koszykówkę akademicką. Znowu zaszły zmiany w regułach. Najważniejszą było wprowadzenie nowych piłek (bezszwowych i idealnie okrągłych), dwóch sędziów, czas 10 sekund na wyprowadzenie piłki i 3 sekundy przebywania pod koszem. Podzielono również boisko na pole ataku i pole obrony. W sierniu 1936 roku koszykówka została po raz pierwszy włączona do programu dyscyplin sportowych. Rok później zrezygnowano z rzutu sędziowskiego po każdym koszu co wyrównało walkę pomiędzy zespołami w których nie było wysokich graczy.

Gdy w 1937 roku liga NBL wznowiła rozgrywki z udziałem 13 drużyn, zaczęli do niej ściągać gracze z Akademickiego Narodowego Stowarzyszenia Sportowego (NCAA). Ograniczono liczbę drużyn do ośmiu i rozpoczęto mecze. Ówczesnym gigantem boisk był George Mikan z zespołu Minneapolis Lakers dzięki któremu zespół ten zdobył mistrzostwo w sezonie 1947/48.

Obok NBL powstała w 1946 roku nowa liga: Basketball Association of America (BAA) z Mauricem Podolofem na czele. W jej skład wchodziło 11 zespołów, którymi były:

ˇ Na Wschodzie - Boston Celtics, New York Knickerbockers, Philadelphia Warriors, Providence Steamrollers, Toronto i Washington Capitols.

ˇ Na Zachodzie - Chicago Stags, Cleveland Rebels, Detroit Falcons, Pittsburgh Ironmen i St.Louis Bombers.

Chociaż BAA posiadała lepsze hale w większych miastach, to jednak liga NBL wciąż miała lepszych zawodników.

11 stycznia 1947 roku wprowadzono zakaz stosowania obrony strefowej.

Philadelphia Warriors
pierwsi mistrzowie NBA
Pierwszy tytuł mistrza ligi zdobyli w 1947 roku Philadelphia Warriors, pokonując Chicago Stags w 5 meczach, pod wodzą Eddiego Gottlieba. Drugim mistrzem zostali Baltimore Bullets, którzy dołączyli gdy z ligi odpadły cztery drużyny: Cleveland, Detroit, Pittsburgh i Toronto. Liga liczy 8 zespołów.

W 1948 roku cztery drużyny, a mianowicie Fort Wayne, Minneapolis, Rochester i Indianapolis , przeszły z ligi NBL do BAA (liczącej po tym już aż 12 drużyn) co umocniło pozycję BAA. Wraz z tymi zespołami do BAA trafił najlepszy zawodnik ligi - George Mikan. Doprowadziło to do rozwiązania NBL, a następne zespoły dołączyły do BAA powiększając liczbę drużyn do 17. Nazwa została zmieniona na National Basketball Association (NBA) w 1947 roku.

Jednak NBA przeżywała kryzys na starcie...Większość zespołów pochodzących z NBL miało siedziby w małych miastach, przez co w sezonie 1949/50 odeszło 6 drużyn (Anderson Packers, Chicago Stags, Denver Nuggets, Sheboygan Redskins, St.Louis Bombers i Waterloo Hawks), a następna (Indianapolis Olympians) już rok później. NBA znowu liczyła tylko 10 drużyn.

Aby NBA wzbiła się na wyżyny potrzeba było zmodyfikować zasady, a przede wszystkim zwiększyć tempo gry i ograniczyć brutalność. Dany Biasone, właściciel drużyny Syracuse zapoczątkował debaty na temat wprowadzenia ograniczenia czasu na rozprowadzenie akcji. Wprowadzono 24 sekundowy zegar a pierwszy mecz rozegrano 30 października 1954 roku, w którym Rochester pokonał Boston 98-95.

Drugą zmianą było ograniczenie popełnionych fauli dla każdej drużyny w ciągu jednej kwarty. Po 7 faulu zawodnik wykonywał nie dwa, a trzy rzuty osobiste. Poszerzono również pole rzutów osobistych z 1,82m na 3,6m (głównie po to by ograniczyć poczynania MikanaJ, co jednak nie przeszkodziło mu w zdobyciu trzech kolejnych tytułów z Lakers w latach 1954-56).

Kolejnym bardzo ważnym w historii posunięciem był pomysł Haskella Cohena, który zaproponował aby w lidze zorganizować tzw. Mecze Gwiazd (All Star Game). Pierwszy taki mecz odbył się 2 marca 1951 roku w Bostonie, gdzie Wschód pokonał Zachód 111-94. Impreza ta od razu odniosła wielki sukces i rozgrywana jest po dzień dzisiejszy.

Gdy w 1956 roku do drużyny z Bostonu trafił mierzący 208cm Bill Russell, drużyna ta, pod wodzą genialnego Reda Auerbacha stała się jedną, jeśli nie najsilniejszą w NBA. Russell był potęgą w obronie a w ataku ograniczał się do dobijania i zbierania piłek. Pierwsze mistrzostwo Celtowie zdobyli w 1957 roku potem, po rocznej przerwie, zdobyli 8 tytułów z rzędu!!!(lata 1959/66). I chociaż w Minneapolis Lakers grał Elgin Baylor, w Philadelphi gigant Wilt Chamberlain, a w Cincinnati Royals - Oscar Robertson, to jednak nikt nie był w stanie powstrzymać Celtów.

W latach 1955/74 powstało wiele nowych drużyn (Chicago Packers, którzy zmienili nazwę na Zephyres a następnie na Baltimore Bullets; Chicago Bulls; Seattle Supersonics; San Diego Rockets; Milwaukee Bucks; Phoenix Suns; Buffalo Braves; Cleveland Cavaliers; Portland Trail Blazers i New Orleans Jazz). Podzielono ligę na cztery dywizje: Atlantic, Central, Midwest i Pacific.

Jednak wraz z odejściem Russella w 1969 roku (kiedy to jako pierwszy czarnoskóry trener doprowadził Celtów do dwóch tytułów mistrzowskich), skończyło się panowanie Bostonu. Następny sezon należał do New York Knicks. Wraz z tym w ciągu najbliższego dziesięciolecia aż osiem różnych drużyn sięgnęło po mistrzostwo.

W trakcie gdy wiele zespołów NBA zmieniało swe siedziby i nazwy, liga ABL powróciła do życia (w 1961 roku) ale po roku działalności upadła ponownie. Wprowadzone przez nią rzuty za 3 punkty i konkurs wsadów zapożyczono do NBA.

Kolejną konkurencyjną ligą dla NBA została powstała w 1967 roku liga American Basketball Association (ABA) w której pierwsze kroki stawiali m.in. Julius Erving i Moses Malone. Jednak w 1976 roku cztery drużyny (San Antonio Spurs, New York Nets, Denver Nuggets i Indiana Pacers) porzucają ABA na rzecz NBA, co kończy działalność tej pierwszej. Liga NBA liczy sobie teraz 22 drużyny.

Magic Johnson i Larry Bird
W 1979 roku do NBA trafił największy rozgrywający wszechczasów - Magic Johnson. Rok wcześniej Celtowie wybrali w drafcie skrzydłowego Larry'ego Birda. Od tego czasu koszykówka zaczęła przechodzić drastyczne zmiany. Ci dwaj zawodnicy "wspierani" przez innych jak chociażby dr.J wznieśli NBA na wyżyny. Fantastyczne zagrania i loty nad obręczami przyciągnęły kibiców z powrotem na trybuny. Lata 80. to lata walki pomiędzy zespołami tych dwóch zawodników, Los Angeles Lakers i Boston Celtics (lepsi byli ci pierwsi zdobywając mistrzostwo 5 razy podczas gdy Celtowie "tylko" 3).

W 1984 roku w lidze pojawił się nowy zawodnik. Jednak pomimo wspaniałych zdobyczy indywidualnych Michael Jordan musiał poczekać na swój pierwszy tytuł aż do 1991 roku kiedy to wraz ze swoimi Chicago Bulls udało mu się powstrzymać panujących w latach 1989/90 "Bad Boys" z Detroit.

Jordan zdobył ligę i uznanie kibiców jak żaden inny zawodnik wcześniej. Doprowadził Byków do 6 tytułów mistrzowskich w latach 1991-93 i 1996/98 (przerwa w zdobywaniu tytułów spowodowana jego rezygnacją z koszykówki, którą wykorzystali Houston Rockets zdobywając dwa mistrzostwa z rzęduJ).

Po szóstym tytule ogłosił swą rezygnację a liga zaczęła zastanawiać się co się z nią stanie bez Jordana. Jednak mamy wielu doskonałych zawodników, którzy sami zadbali o jej przyszłość. Najpierw San Antonio a potem Los Angeles triumfowali jako mistrzowie, a w lidze pojawiło się wielu graczy przyszłego pokolenia, żeby wymienić chociaż takich jak Kobe Bryant, Vince Carter czy Jason Williams. Wielu z nich ma szansę dołączyć do, i tak już licznego, Panteonu Sław im. Naismitha otworzonego w Springfield w 1968 roku.
Łomża. Ulica Zjazd.

Na początku XIX wieku (data bliżej nieokreślona) przez Łomżę przebiegała droga handlowa tzw. Trakt warszawsko – petersburski, co sprzyjało jej rozwojowi, w/g niektórych źródeł nazywał się też traktem Kowieńskim. Początkowo był to gościniec, ale w miarę zwiększania się ruchu pojazdów także pocztowych, również i wojska, zaczęto trakt modernizować. W 1804 – 1810 usypano 2000 kroków grobli od Łomży do Piątnicy, w 1817 roku wybudowano szosę główną traktu petersburskiego (obecnie Wojska Polskiego), w latach 20-tych XIX wieku utwardzono drogę z Ostrołęki do Łomży i oddano go w 1829 roku ponownie do użytku. Traktem tym przejeżdżało i gościło w Łomży wiele osobistości (Witold Jemielity – Dzieje Łomży Tysiącletnie str. 93). Trasa ówczesnego traktu przebiegała przez Łomże dość krętą trasą, (Szosowa - obecnie Wojska Polskiego, Nowy Rynek, ulicą Długą, Krótką, Krzywe Koło i Kapucyńską w dół. Wlatach 50-tych XIX wieku trakt poprowadzono Nowy Rynek, burząc część zabudowań popijarskich między kościołem a gimnazjum. W ten sposób powstała ulica Zjazdowa. Przekopano ją całkowicie na nowo, a nie przeprowadzono parowem wcześniej istniejącym. Trakt przeprowadzono tędy, ponieważ było to najkrótsze i najprostsze połączenie szosy warszawskiej z groblą i mostem. Przebiegał też tędy droga handlowa z Prus Wschodnich przez Kolno, Łomżę, Zambrów, Czyżew do Siedlec. Na skarpie po rozbiórce w 1896 roku gimnazjum pojezuickiego, wybudowano w latach 1898-1906 gimnazjum początkowo męskie, później żeńskie wg projektu Feliksa Nowickiego (opis powyżej. Nieco niżej pod koniec XIX wieku wybudował Dom Tyburcy Chodźko, znany fotograf z Łomży wygnaniec z Litwy, który w nim w ogóle nie zamieszkał.
Ulica Zjazdowa była fragmentem traktu prowadzącego z Warszawy przez Ostrołękę, Łomżę, Grajewo, Suwałki, Kowno do Petersburga. Trakt warszawsko – petersburski budowano wiele lat. Jest on zaznaczony na mapie z 1822 roku, podobnie jak na późniejszych, ale nie wiadomo, od kiedy istniał w rzeczywistości.
Ulica początkowo nazywała się Zjazdowa, potem Zjazd, przed 1938 rokiem zmieniono na Generała Orlicz – Dreszera, od 1 lutego 1940 roku, Kultury Fizycznej, po wojnie ponownie Zjazd.

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21

22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33

1. Początek ulicy Zjazd od Placu Kościuszki.
2. Widok na ulicę Zjazd z dachu budynku Długa 1.
3. Płot zabytkowy z XVIII przy II LO. Widok od strony ulicy Zjazd.
4. Widok na Hotel Gromada.
5. Widok na II LO od strony ulicy Zjazd.
6. Dom Chodźki. (Bursa nr 3). Widok od wejścia.
7. Dom Chodźki. Widok od dołu ulicy Zjazd.
8. Widok na klasztor Kapucynów.
9. Powojenna mleczarnia, potem zakłady mięsne, obecnie sklep „ Instalator”. Widok od ulicy Rybaki.
10. Jak wyżej, lecz od strony ulicy Via Baltica.
11. Via Baltica.
12. Ulica Zjazd. Od ulicy Via Baltica w kierunku mostu.
13. Topisuka. Zakręt rzeki przy samej ulicy Zjazd.
14. Przedwojenna przystań wioślarska (1913 rok). Obecnie LOK.
15. LOK. Miejsce w przedwojennej przystani wioślarskiej.
16. Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Łomży. Miejsce egzaminowana przyszłych kierowców.
17. Dyrekcja MPWiK w Łomży.
18. Głaz MPWiK.
19. Fronton budynku przedwojennego Miejskiego Stadionu Sportowego, zbudowanego w latach 1930-1933 na gruntach spalonego tartaku państwowego wykupione przez Radę Miejską. Wały usypano z ziemi dowożonej wojskowymi ciężarówkami z oddalonego o kilometr niedokończonego przez Niemców nasypu kolejowego w kierunku Pisza. (Henryk Pestka – Piłka Nożna na Ziemi Łomżyńskiej w latach 1917-1997).
20. Obecne wejście na Stadion Miejski w Łomży.
21. Płyta stadionu po remoncie. Widok od Łomży.
22. Nowa trybuna na wale od Narwi.
23. Stara trybuna od ulicy Zjazd.
24. Trybuna dla kibiców przyjezdnych (klatka).
25. Budynki oczyszczalni ścieków w Łomży. Oddana została do użytku pod koniec lat 90-tych zmodernizowana w 2003 roku.
26. Oczyszczalnia. Widok od Narwi.
27. Oczko wodne za oczyszczalną.
28. Oczko wodne za stadionem.
29. Wjazd na most na Narwi od strony Łomży.
30. Widok na ulicę Zjazd od mostu.
31. Most od strony Piątnicy.
32. Widok na Narew z mostu w kierunku Kalinowa.
33. Widok na Narew w kierunku Czarnocina.
Środki Psychedeliczne i Doświadczenie Religijne
Autor:Alan Watts
Tekst pobrany ze strony: http://www.magivanga.most.org.pl/psyche.html

Doświadczenia będące skutkami użycia środków psychedelicznych są często opisywane w kategoriach religijnych. Znajdują się one zatem w kręgu zainteresowania tych ludzi, którzy tak jak ja, zgodnie z tradycją Williama Jamesa1, są skupieni na psychologii religii. Dłużej niż 30 lat studiuję przyczyny, konsekwencje i warunki tych szczególnych stanów świadomości, w których jednostka odkrywa samą siebie jako będącą jednym, ciągłym procesem z Bogiem, ze Wszechświatem, z Przyczyną Istnienia czy z czymś dla czego może ona użyć innej nazwy ze względu na kulturowe uwarunkowania czy osobiste preferencje, ale odnoszącym się do ostatecznej i wiecznej rzeczywistości. Nie posiadamy satysfakcjonującej i rozstrzygającej nazwy dla tego rodzaju doświadczeń. Terminy 'doświadczenie religijne', 'doświadczenie mistyczne', 'świadomość kosmiczna' są wszystkie zbyt mgliste i ogólne do denotacji tego specyficznego stanu świadomości, który dla rozumiejących go jest tak samo rzeczywisty i przytłaczający jak zakochanie się. Ten artykuł opisuje takie stany świadomości indukowane przez środki psychedeliczne, mimo tego że są one pozornie nieodróżnialne od zachodzących samoistnie doświadczeń mistycznych. Artykuł ten omawia także zarzuty wobec stosowania środków psychedelicznych, które wyrastają głównie z opozycji pomiędzy wartościami mistycznymi, a tradycyjnymi wartościami religijnymi i świeckimi społeczeństwa Zachodu.

Doświadczenie Psychedeliczne

Idea doświadczenia mistycznego będącego skutkiem użycia dragu2 nie jest z łatwością akceptowana w społeczeństwach Zachodu. Zachodnia kultura posiada historycznie udokumentowaną, szczególną fascynację wartością i cnotą człowieka jako jednostki, samo określającego się, odpowiedzialnego ego, kontrolującego siebie i swój świat poprzez siłę świadomego wysiłku i woli. W tych okolicznościach nic nie może być bardziej odrażającego dla tej tradycji, niż poczucie duchowego czy psychologicznego wzrostu poprzez użycie dragów. Osoba 'odurzona' (drugged3) niejako z definicji posiada przyćmioną świadomość, jest otumaniona i pozbawiona woli. Ale nie wszystkie środki psychotropowe (zmieniające świadomość) są narkotykami i środkami usypiającymi, tak jak alkohol, opiaty i barbiturany. Efekty tych środków zwanych obecnie psychedelicznymi (odkrywającymi umysł4) różnią się od skutków powodowanych przez alkohol, tak jak śmiech różni się od gniewu lub zachwyt od depresji. Doprawdy, nie ma analogii pomiędzy 'odlotem' na LSD i 'zalaniem się' bourbonem. To prawda, nikt w jednym czy drugim stanie nie powinien prowadzić samochodu, ale nie powinien tego także robić czytając książkę, grając na skrzypcach czy uprawiając miłość. Pewne, twórcze czynności i stany umysłu wymagają koncentracji i poświęcenia, które są po prostu niekompatybilne z pilotowaniem silnika ocierającego się o śmierć, pędzącego wzdłuż autostrady.

Sam osobiście eksperymentowałem z pięcioma głównymi środkami psychedelicznymi: LSD-25, meskaliną, psylocybiną, dymetylotryptaminą (DMT) i konopiami. Zrobiłem tak, jak William James próbował podtlenku azotu (gazu rozweselającego), aby sprawdzić czy mogą mi one pomóc w identyfikacji tego co można nazwać 'zasadniczymi' czy 'aktywnymi' składnikami doświadczenia mistycznego. Albowiem prawie cała klasyczna literatura na temat mistycyzmu jest niejasna, nie tylko w opisywaniu doświadczenia, ale także w ukazywaniu racjonalnych powiązań pomiędzy samym doświadczeniem i różnymi tradycyjnymi metodami rekomendowanymi do jego indukowania-przyspieszania: koncentracją, ćwiczeniami oddechowymi, modlitwami, inkantacjami i tańcami. Tradycyjny mistrz ZEN czy Jogi zapytany o to dlaczego takie-a-takie praktyki prowadzą czy predysponują jednostkę do doświadczenia mistycznego, zawsze odpowiada: 'W ten sposób mój nauczyciel mi to przekazał. W ten sposób się dowiedziałem. Jeśli naprawdę jesteś zainteresowany, spróbuj sam.' Taka odpowiedź raczej nie usatysfakcjonuje impertynenta, naukowo usposobionego i intelektualnie ciekawego człowieka Zachodu. Przypomina mu to archaiczny, medyczny przepis mówiący o zmieszaniu pięciu salamander, sproszkowanego sznura wisielczego, trzech ugotowanych nietoperzy, szczypty fosforu, trzech pędów lulka czarnego i kupki smoczego kału zrobionego kiedy księżyc był w Rybach. Być może to działało, ale który składnik był najważniejszy?

Uderzyło mnie zatem to, że jeśli jakiś ze środków psychedelicznych faktycznie byłby w stanie przysposobić moją świadomość do doświadczenia mistycznego, mógłbym go użyć jako instrumentu do studiowania i opisywania tego doświadczenia, tak jak używa się mikroskopu w bakteriologii, nawet pomimo tego że mikroskop jest 'sztucznym' i 'nienaturalnym' przyrządem, o którym można powiedzieć, że 'rozprasza' wizję gołego oka. Pomimo tego, kiedy po raz pierwszy zostałem zaproszony aby przetestować mistyczne właściwości LSD-25 przez dr Keitha Ditmana z Kliniki Neuropsychiatrycznej przy Szkole Medycznej UCLA (Uniwersytet Kalifornijski w Los Angeles), nie byłem skłonny wierzyć w to, że jakikolwiek zwykły środek chemiczny może spowodować pierwotne doświadczenie mistyczne. Co najwyżej, może on przynieść stan analogiczny wobec pływania za pomocą pływaków. W rzeczy samej. Mój pierwszy eksperyment z LSD-25 nie był mistyczny. Był on niezwykle interesujący estetycznie i intelektualnie, co w najwyższym stopniu zakwestionowało moje moce analizy i ostrożnego opisu.

Kilka miesięcy później, w 1959, spróbowałem LSD-25 ponownie razem z doktorami Sterlingiem Bunnellem i Michaelem Agronem, którzy byli wtedy związani z Kliniką Langley-Porter w San Francisco. W trakcie dwóch eksperymentów zdumiałem się i w jakimś sensie zawstydziłem przechodząc sam przez stany świadomości, które korespondowały dokładnie z każdym opisem wielkich doświadczeń mistycznych, o których kiedykolwiek czytałem3. Dodatkowo, przewyższyły one zarówno w głębi i dziwnej wartości związanej z zaskoczeniem trzy 'naturalne i spontaniczne' doświadczenia tego rodzaju, które przydarzyły mi się w latach poprzednich.

Poprzez późniejsze eksperymenty z LSD-25 i innymi środkami wymienionymi wyżej (z wyjątkiem DMT, które jest dla mnie zabawne, ale względnie nie interesujące), zauważyłem że bez trudu mogę wchodzić w stan 'kosmicznej świadomości' i we właściwym czasie stałem się coraz mniej zależny od samych środków chemicznych potrzebnych mi aby 'dostroić się' do charakterystycznej długości fali tego doświadczenia. Z pięciu testowanych środków psychedelicznych, zauważyłem że LSD-25 i konopie najlepiej służą moim celom. Z tych dwóch, ten drugi - konopie - których musiałem próbować za granicą, w krajach gdzie jest to legalne (sic! ) - przyp. tłum.), sprawdziły się najlepiej. Nie wywołują one dziwnych zmian w percepcji sensorycznej, a badania medyczne wskazują, że nie mogą one, zważcie że w znacznej większości przypadków, mieć groźnych efektów ubocznych LSD6.

Dla celów tego studium, w opisach moich doświadczeń ze środkami psychedelicznymi unikam trafiających się, incydentalnych i dziwnych zmian w percepcji zmysłowej, które mogą być przez nie wywoływane. Jestem raczej zainteresowany fundamentalnymi zmianami normalnej, społecznie uwarunkowanej świadomości własnego istnienia oraz jej związków ze światem zewnętrznym. Staram się raczej naszkicować podstawowe zasady świadomości psychedelicznej. Muszę jednak dodać, że mogę mówić jedynie za siebie. Wartość tych doświadczeń zależy w znacznym stopniu od orientacji i postawy życiowej danej jednostki, mimo że obszerna literatura zajmująca się tym tematem, wydawana dziś, w znacznej mierze odzwierciedla moje własne przeżycia.

Moje doświadczenia ze środkami psychedelicznymi prawie niezmiennie posiadały cztery dominujące cechy. Spróbuję je wyjaśnić - spodziewając się, że czytelnik powie, przynajmniej w przypadku drugiej czy trzeciej: 'Czemu, to oczywiste!' Nikt nie potrzebuje dragu żeby to zobaczyć.' Właściwie tak, ale każdy wgląd posiada stopnie intensywności. Może być jakiś oczywisty stopień 1. i stopień 2., ale ten drugi pojawia się z trzeszczącą klarownością manifestując swoje implikacje w każdej sferze i w każdym wymiarze naszego istnienia.

Pierwszą cechą jest spowolnienie czasu, koncentracja na teraźniejszości. Nasz normalny, przymusowy stosunek do przyszłości rozmywa się i jednostka staje się niezwykle świadoma znaczenia i ważności tego, co dzieje się w tym momencie. Inni ludzie, zajmujący się swoimi sprawami na ulicach, wydają się być kompletnie stuknięci, nie zdając sobie sprawy z tego, że całym celem życia jest być w pełni go świadomym kiedy się wydarza. Człowiek zatem relaksuje się prawie bez reszty studiując kolory w szklance wody czy słuchając wyłaniających się właśnie teraz, wysoce zestrojonych wibracji każdej nuty wygrywanej na oboju czy wyśpiewywanej.

Z pragmatycznego punktu oparcia, na którym wspiera się nasza kultura, takie podejście jest bardzo niedobre dla interesów. Może ono prowadzić do nieopatrzności, braku umiejętności przewidywania, zmniejszonej sprzedaży ubezpieczeń na życie i zarzucenia składania oszczędności w bankach. Jest to zatem właśnie taka korekta, jakiej nasza kultura potrzebuje. Nikt nie jest beznadziejniej niepraktyczny niż urzędnik, 'który odniósł sukces' i spędza całe swoje życie zaabsorbowany szaloną, papierkową robotą celem pójścia na emeryturę w wieku 65 lat kiedy już na wszystko będzie za późno. Tylko ci, którzy całkowicie nauczyli się sztuki życia w teraźniejszości mają użytek z robienia planów na przyszłość, ponieważ kiedy ich plany dojrzeją będą zdolni cieszyć się rezultatami. 'Jutro nie przychodzi nigdy'. Nigdy jeszcze nie słyszałem kaznodziei nalegającego swoje zgromadzenie aby praktykowało tą część 'Kazania na Górze', którą otwiera zdanie: 'Nie troszczcie się o jutro...' Prawda jest taka, że ludzie żyjący przyszłością mają, jak mówimy o szaleńcach, 'nie całkiem tam równo' - lub tu: poprzez naduważność ciągle tracą punkt wyjścia. Przewidywalność można kupić za cenę niepokoju, a kiedy jej się nadużywa, to traci ona wtedy wszystkie swoje zalety.

Drugą cechę nazwę świadomością biegunowości. Jest to bezpośrednie urzeczywistnienie sobie, że stany rzeczy lub nawet wydarzenia, które zwykle uznajemy za opozycyjne są wzajemnie od siebie zależne, jak tył i przód czy bieguny magnesu. Dzięki świadomości biegunowości widzi się, że rzeczy które są zewnętrznie zróżnicowane są wewnętrznie jednolite: ja i inne, podmiot i przedmiot, lewe i prawe, męskie i żeńskie - a dalej trochę bardziej zdumiewająco: bryła i przestrzeń, postać i otoczenie, dźwięki i interwał, święci i grzesznicy, policjanci i kryminaliści, zebrania i rozchodzenie się. Wszystko to jest definiowalne jedynie w terminach innego i tworzy się jedynie transakcyjnie, jak kupowanie i sprzedawanie, ponieważ nie ma sprzedaży bez kupna i kupna bez sprzedaży. Kiedy ta świadomość staje się bardzo intensywna, czujesz że ty sam polaryzujesz się z zewnętrznym wszechświatem w taki sposób, że implikujecie się wzajemnie. Twoje naciskanie jest jego popuszczaniem, a jego popuszczanie jest twoim naciskaniem - tak jakbyś kręcił kierownicą. Naciskasz ją czy popuszczasz?

Po pierwsze, jest to bardzo dziwne wrażenie, tak jakby słyszeć swój własny głos puszczany ci do tyłu przez system elektroniczny zaraz po tym jak coś się powiedziało7. Stajesz się zaskoczony i czekasz aż się to powtórzy! Podobnie czujesz, że jesteś czymś tworzonym przez wszechświat oraz, że wszechświat jest również czymś tworzonym przez ciebie, co jest prawdą przynajmniej w sensie neurologicznym, jako że charakterystyczna struktura naszych mózgów tłumaczy słońce na światło, a wibracje powietrza na dźwięk. Nasze zwykłe poczucie związku z zewnętrznym światem jest takie, że czasem to ja naciskam, a czasem to ja jestem naciskany. Ale jeśli dwa są właściwie jednym, to gdzie zaczyna się działanie i gdzie spoczywa odpowiedzialność? Jeśli to wszechświat tworzy mnie, jak mogę być pewna, że za dwie minuty wciąż będę pamiętać język angielski? Jeśli to robię, jak mogę być pewna, że za dwie minuty mój mózg będzie wiedzieć jak zamienić słońce na światło? Z takich niezwykłych przeżyć jak te, doświadczenie psychedeliczne może zamienić się w niepewność, paranoję i zgrozę - mimo że jednostka odczuwa swój związek ze światem dokładnie tak jakby był opisywany przez biologa, ekologa czy fizyka, ponieważ odczuwa siebie jako zjednoczone pole własnego organizmu i środowiska.

Trzecią cechą wyrastającą z drugiej jest świadomość względności. Widzę, że jestem częścią nieskończonej hierarchii procesów i bytów sięgającej od molekuł poprzez bakterie i insekty aż do istot ludzkich i być może aniołów i bogów - hierarchii, w której każdy poziom okazuje się być w efekcie tą samą sytuacją. Na przykład biedak martwi się o pieniądze, podczas gdy bogacz martwi się o zdrowie: zmartwienie jest to samo, ale różnica leży w jego treści czy też wymiarze. Uświadamiam sobie, że muchy owocówki muszą myśleć o sobie jak o ludziach, ponieważ tak jak my umieszczają się w centrum swojego własnego świata - z niezmiernie większymi rzeczami ponad i niższymi poniżej. Dla nas wyglądają wszystkie podobnie i wydają się nie mieć osobowości - tak jak Chińczycy, jeśli pośród nich nie żyjemy. Tak więc muszki owocówki muszą czynić tyle samo subtelnych rozróżnień pomiędzy sobą, jak my pośród nas.

Od tego dzieli nas już tylko mały krok do uświadomienia sobie, że wszystkie formy życia i bycia są po prostu wariacjami na jeden temat: faktycznie jesteśmy wszyscy jedną istotą robiącą tą samą rzecz na tak wiele różnych sposobów jak to tylko możliwe. Jak mówi francuskie przysłowie: plus ca change, plus c'est la meme chosé (dosł. 'im bardziej się różni, tym bardziej pozostaje takie samo'). Dalej spostrzegam, że uczucie strachu przed nieuchronnością śmierci jest właściwie takim samym doświadczeniem jak poczucie, że jest się w pełni żywym i że kiedy wszystkie istoty odczuwają wszędzie to samo, są wszystkie tak samo 'mną', jak ja sam. Poza tym poczucie 'ja' aby w ogóle mogło zaistnieć, musi zawsze być wrażeniem odnoszącym się do 'innego' - do czegoś poza jego kontrolą i doświadczeniem. Aby być w ogóle, musi ono zacząć się i zakończyć. Ale intelektualny skok, który w tym miejscu robi doświadczenie psychedeliczne, to możliwość dostrzeżenia, że te wszystkie miriady ja-centrów są tobą - nie twoim osobistym i niezwykle świadomym ego, ale tym co Hindusi nazywają paramatmanem, Jaźnią wszystkich jaźni8. Kiedy siatkówka oka pozwala nam obserwować niezliczone tętna energii jako jedno światło, wtedy mistyczne doświadczenie ukazuje nam niezliczone jednostki jako niepodzielną Jaźń.

Czwartą cechą jest świadomość nieskończonej energii, często w formie intensywnego, białego światła, które wydaje się zarówno strumieniem w twoich neuronach i mistycznym e, które równa się mc2. To może brzmieć jak megalomania lub złudzenie wielkości - ale widzi się całkiem wyraźnie, że cała egzystencja jest jedną energią i że ta energia jest naszym własnym byciem. Oczywiście pozostaje śmierć tak samo jak i życie, ponieważ energia jest tętnem i tak jak fale musi mieć zarówno grzbiet, jak i dolinę, doświadczenie bycia musi trwać i być przerywane. Zatem w zasadzie nie ma nic czego można by się obawiać, ponieważ sam jesteś tą wieczną energią wszechświata grającą w chowanego (pojawiam-się-i-znikam) z sobą samym. Na szczycie jesteś Okiem Boga, ponieważ Bogiem jest wszystko co jest. Cytując Izajasza tylko trochę poza kontekstem: 'Jam jest Pan, poza mną nie ma nic innego. Ja tworzę światło i ciemność: Ja czynię pokój i tworzę zło. Ja, Pan czynię to wszystko.'9 To jest sens fundamentalnej doktryny Hinduizmu, Tat tram asi - 'TO (np. 'ta subtelna Istota, z której skomponowany jest cały wszechświat') jesteś ty.'10 Klasycznym przypadkiem takiego doświadczenia z Zachodu jest urywek ze 'Wspomnień Tennysona': Od dzieciństwa popadałem od czasu do czasu w rodzaj transu na jawie, kiedy tylko byłem całkiem sam. Generalnie napadał on na mnie poprzez powtarzanie do siebie własnego imienia dwa lub trzy razy w cichy sposób, aż kiedyś na raz, jakby z intensywności skupienia na indywidualności, indywidualność owa sama w sobie wydała się blaknąć i rozwiewać w bezgraniczną istotę i nie był to stan zmieszania, ale stan najczystszy z czystych, najpewniejszy z najpewniejszych, najdziwniejszy z najdziwniejszych, właściwie niemożliwy do wyrażenia, gdzie śmierć była prawie że możliwością śmieszną, stratą osobowości (jeśli tak by się stało) wydającą się nie być zagładą, ale jedynym prawdziwym życiem.11

Oczywiście, taka charakterystyka doświadczenia psychedelicznego, jak się o tym przekonałem, to pojedynczy stan świadomości - ale opisywałem tą samą rzecz z różnych punktów widzenia. Opis jest próbą przeniesienia rzeczywistości tego doświadczenia na papier, ale czyniąc tak sugeruje on także niektóre ze sprzeczności pomiędzy takim doświadczeniem, a obecnymi wartościami wyznawanymi przez społeczeństwo.

Opozycja wobec Środków Psychedelicznych

Opór wobec przyzwolenia na używanie środków psychedelicznych jest pochodną zarówno religijnych, jak i świeckich wartości. Trudność w opisywaniu doświadczeń psychedelicznych tradycyjnymi terminami religijnymi sugeruje jedną platformę opozycji. Człowiek Zachodu musi zapożyczać terminy takie jak samadhi czy moksha od Hindusów lub satori czy kensho od Japończyków aby opisać doświadczenie jedności ze wszechświatem. Nie mamy odpowiednich terminów, ponieważ nasza własna żydowska czy chrześcijańska teologia nie zaakceptuje idei, że wewnętrzna jaźń człowieka może być identyczna z Bogiem, nawet pomimo tego, że chrześcijanie mogą nalegać na to, że było to prawdą w unikalnym przypadku Jezusa Chrystusa. Żydzi i chrześcijanie myślą o Bogu w znaczeniach politycznych i monarchistycznych, jako o najwyższym władcy wszechświata, ostatecznym szefie. Oczywiście tak samo społecznie nie do zaakceptowania i logicznie niedorzeczne dla danej jednostki jest to, że ona osobiście jest omnipotentnym i wszechwiedzącym władcą świata, któremu należy się odpowiednia cześć i chwała.

Takiego rodzaju imperialny i królewski pomysł na ostateczną prawdę nie jest jednak ani konieczny, ani uniwersalny. Hindusi i Chińczycy nie mają trudności z nadaniem tożsamości jaźni i Bogu. Dla większości Azjatów innych niż muzułmanie, Bóg porusza się i manifestuje światu w bardzo podobny sposób, w jaki krocionóg manipuluje setką nóg - spontanicznie, bez zastanowienia czy kalkulacji. Innymi słowy, postrzegają oni wszechświat przez analogię z organizmem różnym od mechanizmu. Nie postrzegają go jako artefaktu czy konstruktu pod świadomym kierunkiem nadawanym przez zwierzchniego inżyniera, technika czy architekta.

Jeśli jednak w kontekście chrześcijańskiej czy żydowskiej tradycji, jednostka deklaruje bycie jednością z Bogiem, musi być ona określona jako bluźniercza (wywrotowa) czy szalona. Takie mistyczne doświadczenie jest czystym ciosem zadanym tradycyjnym ideom religijnym. Tradycja judeo-chrześcijańska posiada monarchiczne wyobrażenie Boga, a monarchowie którzy rządzą dzięki sile nie boją się niczego oprócz niesubordynacji. Kościół z tego powodu był zawsze wysoce podejrzliwy wobec mistyków, ponieważ wydają się być oni nieposłuszni i rozgłaszać, że są równi lub gorzej, identyczni z Bogiem. Z tego powodu Jan Szkot Eriugena i Mistrz Eckhart zostali wyklęci jako heretycy. Z tego powodu również Kwakrzy natknęli się na opozycję ze względu na swoją doktrynę Wewnętrznego Światła i odmowę zdejmowania kapeluszy w kościele i w sądzie. Kilku mistyków mogło mieć rację tak długo dopóki trzymali język za zębami, jak Św. Teresa z Avila i Św. Jan od Krzyża, którzy podtrzymywali, można powiedzieć, metafizyczny dystans szacunku pomiędzy sobą i ich niebieskim Królem. Nic jednak nie może być bardziej alarmujące dla hierarchii kościelnej, niż powszechne zainteresowanie mistycyzmem, ponieważ może to w naturalny sposób zaskutkować ustanowieniem demokracji w królestwie niebieskim - a taki alarm podzieliliby zarówno katolicy, Żydzi oraz fundamentaliści protestanccy.

Monarchistyczne wyobrażenie Boga ze swoim niesmakiem implicite dla religijnego nieposłuszeństwa ma o wiele silniejszy impet niż wielu chrześcijan chciałoby przyznać. Trony królewskie mają ściany tuż za nimi i wszyscy, którzy kłaniają im się na dworze muszą płaszczyć się lub klękać, bo jest to niewygodna pozycja do wyprowadzenia nagłego ataku. Chrześcijanie prawdopodobnie nigdy nie wpadli na to, że kiedy projektują kościół na wzór modelu królewskiego dworu (bazylika) i określają kościelny rytuał, implikują oni że Bóg, tak jak ludzki monarcha, lęka się. Wskazują na to również pochlebstwa w modlitwach: 'O Panie nasz, któryś jest w niebie, wielki i potężny Królu królów, jedyny Władco książąt, który ze swojego tronu widzisz wszystkich zamieszkujących ziemię: najpokorniej błagamy cię byś był dla nas łaskaw w swej potędze... '12

Człowiek Zachodu twierdzący, że ma świadomość jedności z Bogiem lub wszechświatem staje w konflikcie z koncepcją religii swojego społeczeństwa. Jednak w większości kultur Azji człowiek taki zostanie uznany za znającego prawdziwą tajemnicę życia. Dotarł on dzięki szczęściu czy też dyscyplinie tj. medytacja jogiczna czy ZEN do stanu świadomości, w którym odkrywa bezpośrednio i jasno to, co nasi właśni naukowcy znają jako prawdę w teorii. Ponieważ ekolog, biolog i fizyk wie (ale rzadko czuje), iż każdy organizm konstytuuje pojedynczy zespół zachowań czy procesów w obrębie swojego środowiska. Nie ma żadnej drogi odseparowania tego co dany organizm robi od tego co robi jego środowisko, z tego powodu ekolodzy mówią nie o organizmach w swoich środowiskach, ale o organizmach-środowiskach. A zatem słowa 'Ja' i 'jaźń' powinny właściwie znaczyć to co cały wszechświat czyni w danym 'tu-i-teraz', jak mówi John Doe.

Królewska koncepcja Boga nie czyni rozróżnienia pomiędzy jaźnią i Bogiem czy też jaźnią i wszechświatem, co jest niewyrażalne w terminach religijnych Zachodu. Różnica pomiędzy Wschodnimi i Zachodnimi koncepcjami człowieka i jego wszechświata rozciąga się jednak poza wyłącznie terminy religijne. Zachodni naukowiec może w racjonalny sposób odbierać ideę organizmu-środowiska, ale zwyczajnie nie czuje, że jest to prawda. Został on zahipnotyzowany przez kulturowe i społeczne uwarunkowania aby doświadczać siebie jako ego - wyizolowane centrum świadomości i woli wewnątrz worka ze skóry konfrontujące się z zewnętrznym i obcym światem. Mówimy: 'Przyszedłem na ten świat.' Ale nie zrobiliśmy nic podobnego. Pojawiliśmy się na nim w taki sam sposób, w jaki owoc spada z drzewa. Nasza galaktyka, nasz kosmos, 'zaludnia się' w taki sam sposób, w jaki jabłoń 'rodzi jabłka'.

Taka wizja wszechświata kłóci się z ideą monarchistycznego Boga, z koncepcją oddzielonego ego, a nawet ze świecką, ateistyczną/agnostyczną mentalnością, która wywodzi swój zdrowy rozsądek z mitologii XIX wiecznego naukowca. Zgodnie z tym punktem widzenia wszechświat jest bezmyślnym mechanizmem, a człowiek rodzajem przypadkowego mikroorganizmu przepełniającego miniaturową, sferyczną skałę, która wiruje jako nieistotna gwiazda na zewnętrznych rubieżach jednej z wielu pomniejszych galaktyk. Ta 'umniejszająca' teoria człowieka jest niezwykle popularna pośród takich quasi naukowców jak socjologowie, psychologowie i psychiatrzy, z których większość wciąż myśli o świecie w kategoriach mechaniki Newtona i nigdy nie załapało idei Einsteina i Bohra, Oppenheimera i Schrodingera. W ten sposób, każdy pacjent który wykazuje choćby cień mistycznego doświadczenia religijnego, jest przez każdego zwykłego psychiatrę instytucjonalnego typu automatycznie diagnozowany jako obłąkany. Z punktu widzenia religii mechanistycznej jest on heretykiem i aplikuje mu się elektrowstrząsy jako uwspółcześnioną wersję zaciskacza do palców i koła tortur. A okazjonalnie jest on także rodzajem quasi naukowca, który jako konsultant rządu i aparatu sądownictwa dyktuje oficjalne ustawy związane ze środkami psychedelicznymi.

Niezdolność do zaakceptowania mistycznego doświadczenia jest czymś więcej niż intelektualną pułapką. Brak świadomości podstawowej jedności organizmu i środowiska jest poważną i groźną halucynacją. Ponieważ w cywilizacji uzbrojonej w niezmierzoną moc technologiczną poczucie alienacji pomiędzy człowiekiem i naturą wiedzie do użytkowania technologii we wrogim duchu - do 'podboju' natury zamiast do inteligentnej z nią współpracy. Skutkiem jest to, że erodujemy i niszczymy nasze środowisko rozprzestrzeniając Los Angelizację miast cywilizacji. Jest to główna groźba wisząca nad Zachodnią, technologiczną kulturą i żadna miara rozumności ani mrocznych przepowiedni nie wydaje się pomagać. My po prostu nie odpowiadamy na profetyczne i moralizatorskie techniki konwersacji, od których Żydzi i chrześcijanie byli zawsze zależni. Ale ludzie mają przewrotne poczucie tego co jest dla nich 'dobre' nazywając to 'nieświadomym leczeniem', 'instynktem przetrwania', 'dodatnim potencjałem wzrostu' czy jakkolwiek wolicie. Pośród wykształconej młodzieży zaczyna się jednak zaskakujące i bezprecedensowe zainteresowanie transformacją ludzkiej świadomości. W całym Zachodnim świecie wydawcy sprzedają miliony książek traktujących o Jodze, Wedancie, Buddyzmie ZEN oraz chemicznym mistycyzmie środków psychedelicznych i sam zacząłem wierzyć, że całą subkultura 'hippie', jakkolwiek mylnie skierowana w niektórych ze swoich manifestacji, jest szczerym i odpowiedzialnym wysiłkiem młodych ludzi aby dokonać korekty samo niszczącego kierunku industrialnej cywilizacji.

Sens mistycznego doświadczenia jest zatem sprzeczny zarówno z religijnymi, jak i świeckimi koncepcjami tradycyjnej myśli Zachodu. Co więcej, mistyczne doświadczenie często skutkuje postawami, które wstrząsają autorytetem nie tylko ustanowionych kościołów, ale także świeckiego społeczeństwa. Nie bojący się śmierci i niezależni wobec światowych ambicji, ci którzy przeszli przez mistyczne doświadczenie są nieczuli na groźby i obietnice. Co jednak więcej, ich poczucie względności dobra i zła wznieca podejrzenie, że brakuje im zarówno świadomości, jak i poszanowania prawa. Używanie środków psychedelicznych w Stanach Zjednoczonych przez wykształconą burżuazję oznacza, że znacząca część populacji ma odmienne zdanie na temat tradycyjnych przyzwoleń i sankcji.

Teoretycznie, istnienie wewnątrz naszego świeckiego społeczeństwa grupy, która nie akceptuje konwencjonalnych wartości jest zgodne z naszą polityczną wizją. Ale jednym z największych problemów Stanów Zjednoczonych, prawnie i politycznie, jest to że nigdy tak naprawdę nie mieliśmy odwagi naszych przekonań. Republika została założona na niezwykle rozumnej regule, która mówi że ludzka wspólnota może żyć i prosperować jedynie na bazie wzajemnego zaufania. Metafizycznie, Rewolucja Amerykańska była sprzeciwem wobec dogmatu Grzechu Pierworodnego, który jest poczuciem tego, że jeśli nie możesz ufać samemu sobie ani innym ludziom, to musi być jakiś Najwyższy Autorytet aby utrzymywać nas wszystkich w porządku. Dogmat został odrzucony, ponieważ jeśli prawdą jest, że nie możemy ufać samemu sobie ani innym, to wychodzi na to że nie możemy ufać również Najwyższemu Autorytetowi, który sami tworzymy i któremu jesteśmy posłuszni, oraz że sama idea naszej nieufności jest niewiarygodna.

Mieszkańcy Stanów Zjednoczonych wierzą lub mają wierzyć w to, że republika jest najlepszą formą rządów. Ale wciąż narasta zamieszanie spowodowane próbą bycia republikaninem w polityce i monarchistą w religii. Jak republika może być najlepszą formą rządów jeśli wszechświat, niebo i piekło są monarchiami?13 A zatem, pomimo teorii rządu z umowy społecznej opartego na wzajemnym zaufaniu, obywatele Stanów Zjednoczonych utrzymują, z powodu autorytarnego zaplecza swojej religii lub też źródeł narodowych, w najwyższym stopniu naiwną wiarę w prawo jako jakiś rodzaj nadnaturalnej i paternalistycznej mocy. 'Powinno być jakieś prawo przeciwko temu!' Nasi egzekutorzy prawa są zatem niezdecydowani, powstrzymywani i zdezorientowani - że nie wspomnę o korupcji - dzięki wymaganiu aby wymuszali ekstrawaganckie prawa, często o kościelnym pochodzeniu, których znaczna liczba ludzi nie ma zamiaru przestrzegać, oraz które w każdym wypadku są niezwykle trudne lub po prostu niewykonalne do wyegzekwowania - na przykład zabranianie handlu międzynarodowego i międzystanowego czymś tak niewykrywalnym jak LSD-25.

W końcu, są dwa specyficzne obiekcje wobec używania dragów psychedelicznych. Po pierwsze, używanie tych dragów może być niebezpieczne. Jednak każde warte wysiłku odkrycie jest niebezpieczne - wspinaczka wysokogórska, oblatywanie samolotów, podróżowanie rakietą w kosmos, skoki na główkę czy też kolekcjonowanie botanicznych okazów w dżungli. Ale jeśli droga jest ci wiedza, a końcowy zachwyt nad odkryciem cenisz bardziej niż zwykłe trwanie w bezowocnym życiu, będziesz chciał podjąć ryzyko. Nie jest zbyt zdrowe praktykowanie przez mnichów głodówek i było raczej mało higieniczne dla Jezusa dać się samemu ukrzyżować, ale jest pewne ryzyko wpisane w ścieżkę duchowych przygód. W dzisiejszych czasach żądna przygód młodzież podejmuje ryzyko odkrywania swojej psyche testując swoją odwagę na rzeczach, które w przeszłości były testowane - z większą przemocą - podczas polowania, pojedynków, wyścigów żylet (hot-rod racing) i grania w piłkę nożną. Czego potrzebują, to nie prohibicja i policja, ale najinteligentniejsze wsparcie i rady jakie można znaleźć.

Po drugie, użycie dragów może być krytykowane jako ucieczka od rzeczywistości. Jednak ten krytycyzm niesprawiedliwie podsumowuje doświadczenia mistyczne same w sobie jako eskapistyczne lub nierealne. LSD w szczególności nie jest żadnym sposobem na łatwą i bezbolesną ucieczkę od rzeczywistości. Wzięcie go może łatwo stać się doświadczeniem, które zmusi cię do przetestowania swojej duszy w starciu z diabłami z piekła rodem. Osobiście, stawało się ono dla mnie czasem doświadczeniem, w którym nagle gubiłem się pośród korytarzy umysłu, a odnosząc to niezwykłe zagubienie do właściwego porządku logiki i języka, było ono zarazem bardzo szalone i bardzo trzeźwe. Ale poza tymi okazjonalnymi epizodami zagubienia i szaleństwa są doświadczenia świata jako systemu totalnej harmonii i chwały, a dyscyplina odnoszenia tych doświadczeń do porządku logiki i języka musi w jakiś sposób wyjaśniać w jaki sposób to co William Blake nazwał 'energią, która jest wieczną rozkoszą' może być zgodne z nędzą i cierpieniem codziennego życia.14

Niezaprzeczalna mistyczna i religijna intencja większości użytkowników środków psychedelicznych, nawet jeśli powinno się wykazać, że niektóre z tych substancji są nieszkodliwe dla zdrowia fizycznego, wymaga aby ich wolne i odpowiedzialne użycie było nie karalne prze żadne prawo w żadnej republice, która podtrzymuje konstytucyjny rozdział kościoła i państwa.15 Do stopnia, w którym doświadczenie mistyczne łączy się z tradycją prawdziwego, religijnego zaangażowania i do stopnia, w którym środki psychedeliczne indukują takie doświadczenie, używającym należy się konstytucyjna ochrona. Także do stopnia, w którym badania z psychologii religii mogą zrobić użytek z takich dragów, studenci ludzkiego umysłu muszą swobodnie ich używać. Przy dzisiejszym prawie, ja jako doświadczony student psychologii religii nie mogę już dłużej prowadzić badań na tym polu. To barbarzyńska restrykcja nałożona na duchową i intelektualną wolność sugerująca, iż system prawny Stanów Zjednoczonych jest mimo wszystko w cichym sojuszu z monarchistyczną teorią wszechświata, a zatem będzie prześladował i zabroni religijnych idei i praktyk osadzonych na organicznej i zjednoczonej wizji wszechświata.16
Alan Watts

Przypisy:

1. zob. William James, The Varieties of Religious Experience, 1902.
2. W jęz. angielskim istnieje już w tej chwili bardzo wyraźne rozróżnienie pomiędzy słowami 'drug' i 'narcotic'. Słowo 'narcotic' odnosi się do środków uspokajających, lokalnie i całkowicie znieczulających, które Watts wymienia dalej w tekście, natomiast słowo 'drug' odnosi się do wszelkiego rodzaju używek i lekarstw, w związku z tym obejmuje także środki psychedeliczne, których skutki spożycia znacząco różnią się od wymienionych powyżej. Zdecydowałem się tutaj na używany już przez niektórych tłumaczy zabieg stylistyczny spolszczenia angielskiego słowa 'drug' nadając mu miano 'drag' - przyp. tłum.
3. Watts używa słowa 'drugged', które dosłownie znaczy po polsku 'znarkotyzowana', ale które lepiej można oddać poprzez słowo 'odurzona', aby uwydatnić znaczenie jakie w społecznej świadomości - trzeba dodać mylnie - nadaje się stanom wywoływanym przez środki psychedeliczne już poprzez znaczenie samego słowa, którego wydźwięk jest bardzo pejoratywny i niesie znaczenie zamazujące sens samego doświadczenia psychedelicznego. Słowo 'odurzony' jest w polskim dyskursie antynarkotykowym mocno już zakorzenione i jest tak samo słowem bardzo negatywnie obrazującym stan, o którym mowa w całym tekście i w związku z tym zdecydowałem się tu go użyć. - przyp. tłum.
4. Istnieje wiele rodzajów określeń na środki, które Watts określa mianem psychedelicznych, tj. środki psychotropowe, środki psychomimetyczne lub środki enteogenne. Każda z tych nazw posiada sobie tylko właściwe asocjacje i jest używana zależnie od osobistego bądź oficjalnego stanowiska osoby wygłaszającej sąd na ich temat. Słowo 'psychedeliczny' zostało wprowadzone na początku naszego wieku przez psychiatrę Johna Humphreya Osmonda, a później spopularyzowane przez takie osobistości kontrkultury jak Aldous Huxley, Timothy Leary, Ken Kesey oraz sam autor powyższego eseju. - przyp. tłum.
5. Doskonałą antologią takich doświadczeń jest książka R. Johnsona, Watcher on the Hills, 1959.
6. W rzeczy samej nigdy nie stwierdzono doświadczalnie żadnego poważnego skutku ubocznego wywoływanego przez LSD - wciąż alkohol pozostaje narkotykiem o wiele bardziej niebezpiecznym -przy jego rozsądnym stosowaniu. Jednak mity mówiące o samobójstwach, morderstwach, szaleństwach i innych niesamowitościach mających być udziałem przyjęcia kwasu wciąż zasnuwają wyobraźnię społeczną tak silnie, że często pojawia się pytanie czy paranoja tego rodzaju nie jest nakręcana odgórnie. W czasach pisania tego eseju (1968) jednak pewność badań była wciąż pod znakiem politycznej poprawności względem konserwatywnego establishmentu i w związku z tym wyniki badań były bądź utajniane, bądź zwyczajnie FAŁSZOWANE, co nadal jednak ma miejsce, gdyż nie zanosi się szybko na osiągnięcie przez jakikolwiek dyskurs naukowy charakteru obiektywnego ze względu na 'odwieczne' uwikłanie nauki w politykę. - przyp. tłum.
7. Watts ma tu na myśli często występujący po zarzuceniu grzybów psylocybowych i LSD efekt zwany w środowisku psychedelicznym 'odbiciem' lub 'pogłosem', szeroko wykorzystywany we współczesnej muzyce o silnie zaznaczonych korzeniach transowych tj. psychedelic rock, reggae, dub, techno trance czy industrial. Pierwsze analogowe przetworniki dźwięku typu 'kamera pogłosowa' lub 'delay' pojawiły się właśnie w latach '60 na fali zainteresowania udziałem technologii w powstawaniu muzyki. Watts ma tu najprawdopodobniej na myśli właśnie takie urządzenia pisząc o 'systemie elektronicznym'. - przyp. tłum.
8. Z tego powodu Hinduizm traktuje wszechświat nie jako artefakt, ale jako ogromną dramę, w której Jeden Aktor (paramatman lub brakman) gra wszystkie role, które są jego (lub 'jej' - w oryginale 'its', ale w jęz. polskim nie występuje zaimek zwrotny rodzaju nijakiego - przyp. tłum.) maskami lub personami. Poczucie bycia jedynie tą szczególną jaźnią wg. Johna Doe byłoby totalnym pochłonięciem Aktora przez granie tej i innych ról. Dla pełniejszego zobrazowania zobacz S. Radhakrishnan, The Hindu View of Life, 1927; H. Zimmer, Philosophies of India, 1951, str. 355-463. Popularną wersję zawiera książka Alana Wattsa, The Book - On the Taboo Against Knowing Who You Are, 1966.
9. Izajasz 45:6, 7.
10. Chandogya Upaniszad 6.15.3.
11. Alfred Lord Tennyson, A Memoir by His Son, 1898, 320.
12. A Prayer For The King's Majesty, Order for Morning Prayer, Book of Common Prayer, Church of England 1904.
13. A zatem, całkiem do niedawna wiara w Istotę Wyższą była ustawowym sprawdzianem sprzeciwu i odpowiedzialnego obowiązku pełnienia służby wojskowej. Implikacja była taka, że indywiduum sprzeciwiające się znajdowało się w sytuacji, w której było zmuszone do posłuszeństwa wyższej instancji niż Prezydent i Kongres. Analogia jest militarna i monarchistyczna i z tego powodu jednostki sprzeciwiające się, takie jak naturaliści i buddyści podtrzymujący organiczną teorię uniwersum mieli trudności w pozostawaniu w zgodzie ze swoim poglądem.
14. Jest to dyskutowane szerzej w Alan Watts, The Joyous Cosmology: Adventures in the Chemistry of Consciousness, 1962.
15. 'Odpowiedzialne' w tym sensie, że te substancje powinny być przyjmowane i pozostawać w gestii ich aprobaty wyłącznie przez dojrzałych ludzi. Użytkownik konopii w szczególności ma szczególne trudności w udowodnieniu swojej 'niezaprzeczalnej mistycznej i religijnej intencji' w sądzie. Popełniając tak krwawą i poważną zbrodnię jego szanse udowodnienia swojej niewinności skruchy są większe jeśli przyzna, że jego zachowanie cechuje powracający nawyk, co jest zupełnie niezgodne ze szczerą wiarą w to, że spożycie konopi jest czynnością religijną. Z drugiej strony jeśli będzie wciąż nalegał na to, że patrzy na użycie konopi jako na religijny sakrament, to wiele sądów zadeklaruje wtedy, że 'nie podoba im się jego punkt widzenia' interpretując te słowa jako wrogie i którym brakuje rozpoznania wagi zbrodni, w ten sposób zaś wyrok będzie znacznie surowszy. Oskarżony jest zatem wpuszczany w 'ślepą uliczkę', w której zostaje 'potępiony jeśli powie prawdę i potępiony jeśli skłamie'. Co więcej, religijna integralność - jako odpowiedzialny sprzeciw - jest generalnie uznawana i ustanawiana poprzez przynależność do jakiegoś kościoła czy grupy religijnej o stałym członkostwie. Ale zbrodniczy charakter konopi jest tak wielki, że na wszystkie jednostki tworzące taką grupę natychmiast padają mroczne podejrzenia, a zatem uznanie takiej grupy nie jest możliwe. Zapomina się generalnie, iż nasze gwarancje wolności religijnej zostały zaprojektowane aby dokładnie chronić tych, którzy nie są członkami żadnych oficjalnych wyznań, ale raczej należą do takich dziwacznych i wywrotowych grup jak Kwakrzy, Shakerzy, Levellerzy lub Anabaptyści. Jest tu małe pytanie o to czy ci, którzy używają konopi lub innych środków psychedelicznych z religijną intencją są teraz członkami prześladowanej religii, która jawi się reszcie społeczeństwa jako śmiertelna zaraza dla 'zdrowia psychicznego' w odróżnieniu od staroświeckiej 'nieśmiertelnej duszy'. Ale jest wciąż to ta sama historia.
16. Indianie amerykańscy należący do Rdzennego Kościoła Amerykańskiego (Native American Church), którzy używają psychedelicznego kaktusa peyote w swoich rytuałach, są zdecydowanie przeciwni wszelkiej rządowej kontroli tej rośliny, nawet jeśli powinni oni uzyskać gwarancję pozwalającą na jej używanie. Czują oni, że peyote jest naturalnym darem Boga dla rodzaju ludzkiego, a szczególnie dla rdzennych ludów tej ziemi gdzie rośnie i że żaden rząd nie ma prawa aby wchodzić z regulacjami w jego używanie. Ten sam argument może zostać przytoczony w obronie konopi czy też grzybów Psilocibe mexicana Heim. Wszystkie te rzeczy są naturalnymi roślinami, nie zaś przetworzonymi czy zsyntetyzowanymi dragami i jaki autorytet może zabronić ludziom ich zjadania? Nie ma prawa przeciwko zjadaniu czy też uprawie grzyba Amanita pantherina, nawet pomimo tego że jest on śmiertelnie trujący i tylko eksperci potrafią odróżnić go d zwykłego, jadalnego grzyba. Ten punkt widzenia może zostać przyjęty nawet przez wierzących w monarchistyczny wszechświat Żydów czy chrześcijan, ponieważ jest to główna zasada obydwóch religii wywodząca się z Genesis, mówiąca o tym że wszystkie naturalne substancje stworzone przez Boga są niezmiernie dobre i że zło może powstać jedynie poprzez ich niewłaściwe użycie. Z tego powodu prawa przeciwko posiadaniu czy nawet uprawie tych roślin są w podstawowym konflikcie z zasadami biblijnymi. Kryminalne uznanie za winnych tych, którzy używają takich roślin powinno być oparte na niewłaściwym użyciu. 'I rzekł Bóg 'Patrzcie, dałem wam nasiono każdego ziela, które rośnie na całej ziemi i każde drzewo, którego owoc dzierży ziarno do zasiania - tobie posłuży ono za pokarm… I widział Bóg, że każda rzecz, którą uczynił i ujrzał była niezmiernie dobra.' Genesis 1:29, 31.

tłum. Conradino Beb

Esej pierwotnie opublikowany w 'California Law Review', Vol. 56, No. 1, Styczeń 1968, str. 74-85.

>